sobota, 30 listopada 2013

Zygmunt Miłoszewski - Domofon

7/10


Czy kiedykolwiek śnił Ci się koszmar? Ale taki koszmar, po którym baliście się iść do łazienki, czy po prostu wyjść z łóżka w ciemną, pełną ciszy noc? A to tylko sen przecież. A czy mieliście niejasne przeczucie czegoś, kogoś za plecami w windzie, w piwnicy, chociaż z pewnością nic tam nie było?
Zapewne każdy z nas odczuwa czasami coś nieuchwytnego, jakieś przeczucie, lodowaty promień po kręgosłupie z niewyjaśnionych przyczyn. Tak właśnie jest w Domofonie.

Agnieszka i Robert Łazarek, młode małżeństwo, właśnie robią swój 'krok milowy' w życiu i przeprowadzają się z rodzinnego Otwocka do stolicy, do swoich własnych 20 m2 w sięgającym chmur bloku w wielkiej płyty. O czym więcej może marzyć młode, szczęśliwe małżeństwo? Właściwie o niczym więcej, to po prostu ich przystanek na drodze do pełnej szczęśliwości, czy może to szczęście pogwałcić bezgłowy trup sąsiada niemal witający ich w progach nowego domu i nowego życia? Nie, no on sam już raczej nie.

Zygmunt Miłoszewski w Domofonie na niewielu ponad 350 stronach przedstawił nam nawarstwianie się ludzkiego strachu. Takie zwykłego, codziennego, który rozrasta się do psychozy. Sny, które stają się niemal rzeczywistością, halucynacje wzrokowe, słuchowe, autor serwuje nam całą mieszankę koszmarów mogących dręczyć człowieka. Utajone grzechy i niechęć do innych, a to wszystko na gruncie polskim, nie w Ameryce, nie na odległej planecie, tylko w zwykłym szarym blokowisku. 
Jest to chyba jednym z głównych czynników, które sprawiły, że książka podobała mi się tak bardzo.

Książka z okładki określona jako thriller, ale sama sklasyfikowałbym ją jako raczej horror. Na szczęście dla mnie, dla starej wyjadaczki wychowanej na Mastertonie, czy 'starym' Koontz'u, Domofon nie stanowił okropnie strasznego dzieła. Plecy wiało mi chłodem w zasadzie dwa razy, ale sama książka dobrze podtrzymywała akcję do końca, choć nie do końca samym przerażeniem. Z pewnością będzie to duży plus dla osób, które zechcą sięgnąć po strach kontrolowany i nienachalny na każdej stronie książki. Historia jest bardzo fajnie osnuta, postaci ciekawe i niebagatelne. Rys historyczny bohaterów także sprawia przyjemność w ich poznawaniu. Autor naprawdę napisał świetną książkę - horror w polskich warunkach. Czyta się ją bardzo szybko. Te lekko ponad 350 stron zabrało mi od wczorajszego wieczora i chwilkę dziś rano. Zygmunt Miłoszewski wykazuje tu przyjemną lekkość pióra i płynność słowa pomimo tematu o dość ciężkim kalibrze. W książce nie ma właściwie żadnych dłużyzn i czyta się ją w zasadzie jednym tchem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...