czwartek, 14 listopada 2013

Gordon Dahlquist - Szklane księgi porywaczy snów

6/10



Całkiem sympatyczna książka na smutny deszczowy weekend, choć wprawdzie jej objętość może przerażać niewprawnych czytelników, to naprawdę dość wygodnie i szybko się ją czyta. 
Parę pierwszych kartek jest wypełnionych nie do końca ciekawymi opisami wstępnymi brzmiącymi całkiem jak nieudany romans z XIX wieku, aczkolwiek po ich przebrnięciu książka zaczyna powoli intrygować, żeby ostatecznie na tyle nas omotać, żeby się ją chciało przeczytać do końca. 
Sama książka, odnoszę przynajmniej takie wrażenie, jest napisana w konwencji 'film noir'. Postaci nie są jednoznaczne,  choć ich emocje, przeżycia i intencje łatwo można identyfikować z własnymi pobudkami. Znajdziemy tam również elementy horroru gotyckiego, trochę humoru, dramatu, czy kryminału, a nawet źdźbło erotyki. Książka na granicy fantasy i alchemii próbuje porwać czytelnika biegiem spraw i zapętlonymi intrygami oraz niebagatelnymi postaciami.
Nie jest to książka, która wciąga od razu chwytliwą fabułą, jest czasami przyciężkawa i przydługawa, a miejscami głupiutka młoda bohaterka zachowuje się aż nazbyt infantylnie, niemniej całkiem miło można się przy niej oderwać w nudny męczący nieciekawy pogodą weekend.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...