wtorek, 19 listopada 2013

Adam Zalewski - Małe Miasteczko

5/10


Choć właściwie po namyśle mogłabym nawet dać 6/10 za zakończenie, ale u góry zostawmy 5.

Chęć sięgnięcia po książkę sprawiły słowa wypisane na górze okładki Horror, szaleństwo i śmierć wkroczyły do domu Singerów. Przed moją miłością do fantastyki byłam zawsze zafascynowana porządnym horrorem, co pozostaje mi do dzisiejszego dnia. To zdanie zasugerowało mi dość osobliwą nadzieję na porządny dreszcz emocji. Z niecierpliwością więc usiadłam w niedzielę wieczorem do lektury z nieodłączną pocieszycielką w trudnych momentach - gorącą herbatą. Naprawdę mnie ciągnęło do przeczytania. Wstęp okazał się nader obfitujący w zapowiedź potężnych emocji, ale to był bardzo krótki wstęp.

Następnie autor przedstawia nam bazę spokojną pod swoją historię. Dzieje miasteczka, losy jego mieszkańców. A większość  tych losów kończy tak: A taki był Dwight, a taki był ktoś tam, taka była jeszcze inna. W pewnym momencie pomyślałam, że jak jeszcze raz przeczytam, że taki był właśnie ktoś, to przestanę czytać, ale wtedy porwano pierwsze dziecko. Poprawiłam się na łóżku i z ponowioną ochotą zabrałam się za książkę. Ale zaraz okazało się, że Max był właśnie taki. 

Naprawdę nie wiem jak to ująć dosadniej, ale autor nie umie utrzymać napięcia i sam zabija cykl czytania. Stanowczo zbyt dużo tu historyjek pobocznych, kompletnie nie potrzebnych. Opisy postaci, nie tylko kluczowych, ale takich kompletnie z kosmosu. Ani historia tych ludzi nic nie wnosi, ani nie sprawia, że bohaterowie są kompletni i głębocy. W dodatku część ludzkich historii, które właściwie chciałabym poznać dalej, jest urwane gdzieś w centrum wydarzeń i pozostawionych bez wyjaśnienia, bez słowa, jakby ich nigdy nie było.  Więcej nie znaczy lepiej, niestety.

Tak naprawdę jakaś tam powolna akcja książki zaczyna się w 1/3, czy połowie książki. I ta akcja jakoś tam się toczy, pomimo tego, że w tak małym miasteczku jest to bardzo dramatyczna historia, nie sprawia tutaj takiego wrażenia, przez spłycanie całego horroru jakimiś absurdalnymi pobocznymi wątkami, które nie jak będą się miały do sedna sprawy. Być może to celowy zamysł autora, żeby jednak nie przekazywać okropnego strachu i drastycznych chwil, ale w takim razie po co brać się za książkę tego typu? Z resztą nie mnie decydować c autor miał na myśli. Od szkoły podstawowej wzdraga mną myśl pod tytułem 'co autor miał na myśli'. Nie interesuje mnie to do końca. Jako zwykły czytelnik lubię jasne sytuacje, a nie analizowanie po przeczytaniu, czy książka była dramatem, horrorem, czy może, po prostu, pokazaniem, że jest też zwykłe życie, pomimo tego, że gdzieś się dzieje źle. Uwielbiam czytać. Ale czytanie musi się zgadzać, w tej pozycji mi się nie zgadza.

Jak napisałam na początku dla samego zakończenia dałabym 6, ponieważ okazuje się dość zaskakujące i nieprzewidywalne, ale, ale, to raptem kilka zdań rodem z dobrego horroru. 
Na plus muszę przyznać autorowi, że posiada bardzo lekki styl, choć z tendencjami do powtórzeń, ale czyta się książkę łatwo i szybko, żeby tylko autor zdecydował się na bardziej jednorodną konwencję, w której chce napisać książkę, to myślę, że naprawdę mogłaby być bardzo dobra.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...