niedziela, 17 listopada 2013

Janet Evanovich - Po trzecie dla draki.

6/10



Kolejna przygoda kryminalna Stephanie Plum za mną.
Ta przypadła mi do gustu trochę mniej niż poprzednie, a głównym powodem jest nikła obecność babci Mazurowej, w której zdążyłam się bez pardonu zadurzyć.
Tym razem nieroztropna łowczyni zbiegów ma za zadanie znaleźć Mosesa Bedemiera, niejakiego wujka Mo, a ponieważ miasteczko, w którym Stephanie się obraca jest niewielkie, to oczywiście wujek Mo okazuje się jedną z niewielu osób, które 'muchy nawet by nie tknęły', więc nic dziwnego, że mało kto chce ze Stephanie współpracować we względzie odnalezienia spokojnego, samotnego i poważanego starszego mężczyznę sprzedającego cukierki i największe lody w okolicy.
Niestety nie wszystko jest w życiu łatwe i przyjemne, proste i niekłopotliwe. Powoli zaczynają ginąć ludzie, bardzo konkretni ludzie - handlarze narkotyków. Stephanie zostaje poddana groźbom, przypalana papierosem i w dodatku gdzieś po drodze kończy z pomarańczowymi włosami. Niemniej w tej właśnie części poznajemy wreszcie pełną filozofię łowczyni nagród, kiedy gdzieś śledząc, a właściwie podglądając z koleżanką Morelliego, wygłasza takie oto zdanie:

- Kobieta nigdy nie jest za stara, żeby zrobić z siebie idiotkę. To taki sam przywilej jak równość płci.

Mogę też zdradzić, że stosunki Stephanie z Morellim jakby się jakoś tak zagęszczają ;)


Jeszcze chciałam dodać, że tytuł trzeciego tomu z obrazka nie do końca zgadza się z moim tytułem książki. Ja czytałam trzecią część jeszcze po tytułem: Po trzecie dla draki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...