piątek, 14 lutego 2014

Simon Beckett - Zapisane w Kościach

7/10

W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko.
 Drewno. Ubrania. Ludzie.
Najpierw zajmują się ręce i nogi, które działają jak podpałka dla masywniejszego tułowia. Kurczą się ścięgna i włókna mięśniowe, i kończyny, już płonąc, poruszają się w obscenicznej parodii życia.

Po przeczytaniu Chemii Śmierci już wiedziałam, że Simon Beckett skradł moje zainteresowanie, jak również i to, że wkrótce sięgnę po następną część opowieści o pracy Davida Huntera.

Historia naszego życia, a czasem i śmierci, jest zapisana w kościach. Kości to świadectwo ran, urazów i zaniedbań.

Tym razem historia toczy się, podobnie jak w pierwszej książce, w zamkniętej społeczności pewnej wyspy na Hebrydach. Co więcej podczas rozwiązywania zagadki tajemniczych zwłok, a w zasadzie ich mizernych szczątków, łączność wyspą zostaje odcięta od reszty świata z powodu szalejącej natury żywiołów. 


David Hunter, antropolog sądowy, poproszony o przysługę przez lokalny wydział policji, udaje się na wyspę Runa w celu identyfikacji dziwnych zwłok i określenia ich statusu jako wypadek, lub morderstwo. Większość przesłanek skłania się ku, jak najbardziej, wypadkowi, ale co odkryje nasz lekarz i do czego go to doprowadzi?  Nie zdradzając dogłębniej fabuły, mogę powiedzieć, zresztą z pierwszych cytatów już możecie się domyślić, że w książce będzie bardzo gorąco, choć aura raczej sprzyja deszczom i gradobiciu.

Tal jak i w poprzedniej książce, autor serwuje nam tutaj parę faktów o naturze śmierci 'przemyconych' w badaniach nad zmarłymi. Ta historia jest chyba trochę bardziej thrillerem niż badaniem sądowym i to całkiem nieźle wyszło. Simon Beckett stworzył ciekawą i trudną do rozwiązania zagadkę. Przyznam się, że myliłam się w swoich założeniach bardzo, co w przypadku takiego gatunku książki jest niezmiernie ważne. Wszyscy wiemy jak wątpliwie intrygujące są książki, w których zakończenia domyślamy się już po pierwszym zgonie i okazuje się, że się nie myliliśmy w swoich założeniach. Autorowi udaje się mnie zaskoczyć po raz kolejny i to niejeden raz w tej jednej książce.

Styl autora bardzo do mnie przemawia. Gdzie trzeba jest rzeczowy i stanowczy, ale równie dobrze tworzy napięcie. W Zapisane w Kościach mroczna atmosfera niemalże pulsuje nad tą maleńką wyspą i społecznością, w której każdy o sobie wszystko wie. Beckett trafnie pokazuje uczucia postaci w swoich opowieściach. Możemy niemal namacalnie wczuć się w ich sytuacje i myśli. Charaktery postaci są też nieźle zobrazowane. Książkę czyta się dobrze i szybko, akcja narasta stopniowo wcale nie do momentu zakończenia, gdzie, jakby się wydawało, wszystko się układa. Simon Beckett uderza kolejny raz, a potem jeszcze jeden. Wydaje mi się, że w porównaniu z Chemią Śmierci ta część wypada korzystniej pod względem gatunku. Jest jakby trochę dojrzalsza i zarazem mroczniejsza.

Simon Beckett kupił mnie. Pod ręką kolejna część.

Rozumiałem. Kiedy los nam nie sprzyja, w głębi serca wszyscy jesteśmy egoistami i wszyscy wznosimy te same modły: tylko nie ja, tylko nie ja, jeszcze nie teraz.

Książka bierze udział w wyzwaniach:CZYTAMY KRYMINAŁY
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...