poniedziałek, 17 lutego 2014

Simon Beckett - Szepty Zmarłych

7/10

Coś tu nie grało, i chociaż trochę straciłem wiarę we własne umiejętności, jednego byłem pewien: natura nie kłamie.

Jak widać nie zdążyło upłynąć zbyt wiele czasu, żebym sięgnęła po kolejną część powieści Simona Becketta. Naprawdę uważam, że są całkiem udane pomimo faktu, że opisują dość makabryczne sceny, ale i nader trudną i pewnie nie do końca docenianą pracę medyków sądowych.

Niepowodzenie frustruje, ale musisz widzieć sprawy we właściwej perspektywie.
Zawsze jest następny raz.

David Hunter, biegły sądowy z zakresu antropologii, po trudnych życiowych przejściach, podejmuje decyzję o wyjeździe na badania naukowe do Tennessee, gdzie znajduje się Centrum Badań Antropologicznych, a w slangowym brzmieniu po prostu Trupia Farma. Spotyka się ze swoimi dawnymi przyjaciółmi w tym również z mentorem, z którym przychodzi mu pracować nad śledztwem prowadzonym przez lokalne służby policyjne, dotyczące seryjnego zabójcy. Współpraca jest trudna i idzie jak po przysłowiowej grudzie. Służby nie chcą mieszania się Brytyjczyka w swoje prywatne państwowe sprawy, a Tom, dyrektor, a zarazem ich konsultant i przyjaciel zarówno szefa policji jak i Davida, nalega na jego pomoc. 


Akcja, jak wspomniałam powyżej, tym razem dzieje się w Stanach Zjednoczonych i autor genialnie stworzył zróżnicowane środowisko, do, zdawałoby się, zaściankowej, przytłumionej Anglii. Tutaj wszystko ma znacznie rozleglejszy rozmach. Sam udział światowej sławy lekarzy o różnych specjalizacjach, psychologów, służb ochrony państwa to wszystko składa się na ogromną Amerykę. Te wszystkie różnice podkreślają także sam zakres barbarzyńskich śmierci zadanych zwyczajnym ludziom.

W tym tomie pojawia się czynnik, którego w poprzednich nie było i jest to jakby 'pamiętnik' mordercy. Pod koniec rozdziałów zostajemy przeniesieni do myśli przestępcy. Poznajemy pośrednio, hmm właściwie bezpośrednio, bo z jego własnych przemyśleń,  jego życie, pobudki, czy nawet w końcu cel tych zabójstw, ale nigdy nawet nie zbliżamy się dzięki temu do rozwiązania zagadki przed tym jak Simon Beckett uzna za stosowne, a uznaje to takim na dosłownie ostatnich stronach powieści. Na szczęście :)

Osobiście nie bardzo przypadły mi do gustu te 'wynurzenia' mordercy, choć nie umniejszają one na tyle jakości książki, żebym musiała obniżyć ocenę.

W tym tomie mamy przybliżone trochę więcej pracy antropologa sądowego. Więcej się tu dzieje za drzwiami prosektorium i w umysłach lekarzy. Jesteśmy postawieni przed różnymi hipotezami i pomysłami rozwiązania zagadki i to jest bardzo na plus.

Wyraźnie możemy zaobserwować jak autor rozwija swoje techniki suspensu oraz panowanie nad czytelnikiem. W odpowiednich momentach podkłada nam coś 'na podpałkę', żeby podtrzymać ogień na odpowiednim poziomie. Kiedy pozornie wydaje nam się, że akcja zwalnia, autor zarzuca czymś kompletnie nieoczekiwanym, żeby ponownie przykuć naszą uwagę. Książkę czyta się przez to bardzo dobrze. To umiejętne wydzielanie napięcia powoduje, że czytelnik nie nudzi się, ani nie spala w natłoku bezsensownej akcji.

Naprawdę chytry drapieżca nigdy nie trafia w ręce policji.

A na stoliczku czeka czwarta część, którą zamierzam zacząć dziś wieczorkiem przed snem i to chyba wystarczająco wymowna rekomendacja. Pozdrawiam :)

Książka bierze udział w wyzwaniach: CZYTAJMY KRYMINAŁY
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...