środa, 19 lutego 2014

Monika Szwaja - Anioł w Kapeluszu

6/10

Nawet bohaterowie mają swoje słabości.

Rzecz, jak zwykle u autorki dzieje się w trzech miejscach: Szczecinie, Warszawie i Karkonoszach.

Młode zapracowane, zorientowane na karierę i przede wszystkim z nią związanymi pieniędzmi, 'torturuje' swojego dość małoletniego syna własnymi ambicjami, lekcje języków, jazda konna, fechtunek, tańce i oczywiście nacisk, żeby był najlepszy w klasie.
Na drugim biegunie właśnie sypie się codzienne, szczęśliwe życie pewnej znanej pani psycholog, umiera jej mąż, wkrótce po nim mama, a dorośli synowie właśnie oświadczają dojrzałość do wyfrunięcia z gniazda rodzinnego. Zagubiona i zdołowana Warszawianka ucieka do rodzinnego domu w Szczecinie, a tam, kto czytał wcześniej książki autorstwa pani Moniki to wie, Lila, Róża, Miranda i cała masa innych ludzi, bohaterów z poprzednich książek.
Pewnego dnia młody Jonasz już nie wytrzymuje i ucieka z domu, i oczywiście trafia gdzie? A jakże do Szczecina, a tam zaczyna się walka o jego dobro.


Pewnie Was trochę zaskoczyłam wyborem takiej literatury, ale, po pierwsze czytam prawie wszystko, jak odpowiedni humor mi nastanie, a po drugie Szwaję czytam również 'od zawsze', tyle, że ostatnio jakoś się nie zbiegło. Kiedyś dość dawno temu, przechodząc jakiś jeden z wielu dołków egzystencjalnych jej książki potrafiły wyrwać ze mnie jakieś duszone emocje i oczyścić się chwilowo, więc darzę je pewnym sentymentem i mam takie 'przyrzeczenie' jakby, że przeczytam każdą książkę tej autorki jaka znajdzie się w mojej bibliotece i tak właśnie trafił do mnie Anioł w Kapeluszu.

Oczywiście nie jest to ani literatura jakiegoś wielkiego pokroju, ani nawet nie jest to oszołamiający 'babski' romans, ale jest to ciepła i sympatyczna opowiastka, choć całkowicie nierealna. Za to ludzie, których tu spotykamy są ludzcy, polscy, choć zbyt wiele z nich ma jakąś dziwnym trafem nieokreśloną 'władzę' na różnych płaszczyznach urzędniczo - społecznych, ale od tego jest pokrzepiająca literatura, chyba ;)

- Nawet nie próbujcie mnie zrozumieć. Nie macie szans, Możecie tylko przyjąć za dobrą monetę to, co wam mówię. Otóż serce matki to jest organ, który nie poddaje się żadnej racjonalizacji. Żadnej. A zatem żadne wasze zdroworozsądkowe argumenty do mnie nie przemawiają. Sama zresztą potrafię nimi sypać. To nie działa. Więc jeśli czasem w środku dnia dostaniecie ode mnie esemesa za znakiem zapytania, to wystarczy, że odpowiecie tylko "żyję". Ja to muszę wiedzieć właśnie w tej chwili. Bo moje serce matki wariuje. Obiecujecie? [...]
Następnego wieczoru przyszedł esemes od Kuby.
"Matka. Idę na wódkę. Wrócę rano. Nie martw się o synka."

Również czytuję Szwaję za to powyżej, czyli zwykły codzienny humor, takie akcje sytuacyjne, które wydają się zwykłe a nadają życiu sens i rozczulenie. 

Wprawdzie historia opowiedziana tutaj z ogromnym rozmachem przy udziale 'starszych pań' jest tak nierzeczywista, to nie znaczy, że nie da się jej przeczytać, a nawet gdzieś tam z niej wyciągnąć potencjalnych wniosków. Pomimo ewidentnego przerysowania sytuacji i nierealności jej zwieńczenia, traktuje o poważnym życiowym problemie, dotykającym dzieci i dorosłych w życiowej pogoni za pozornym szczęściem jakim są większe i coraz większe pieniądze, które w pewnym momencie zaczynają się liczyć bardziej niż własna rodzina.

Język powieści jest łatwy i przyjemny, trochę 'zmłodzieżowiony', choć i tak wydaje mi się, że książki autorki czytane są raczej przez starsze odbiorczynie i, z jednej strony, wcale mnie to nie dziwi, nawet we własnym wieku o niebo wolę inny rodzaj książek, a w młodszym wieku, chyba nie bardzo interesowałyby mnie problemy świata, bo dla młodego świat nie zna problemów poza jego własnymi osobistymi, szczególnie rozwiązywanymi przez panie w leciwym wieku.

A teraz wracam na moje zwyczajowe tory czytelnicze i czas na coś z fantastyki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...