czwartek, 31 lipca 2014

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

7/10

Słowa... Posłańcy myśli, kłamliwy zdrajcy, okrutni zabójcy spokoju dusz niewieścich.

Kiedy w małej mieścinie, Gutowie, Waldemar Hryć budzi się pewnego ranka i idąc do pracy - własnej cukierni, zauważa, że brama zakładu jest zamknięta, a zaskoczeni pracownicy stoją na zewnątrz, już wie, że stało się coś złego. Jego Matka nigdy nie spóźniła się z otwarciem zakładu. Nigdy.
Celina Hryć tego dnia dostaje rozległego udaru i życie dla jej bliskich staje na głowie. Do domu na wakacje wraca ze studiów Iga, córka Waldemara, która zawsze wspomaga go swoją obecnością i ciężką pracą w rodzinnym biznesie.
Na domiar złego w mieście rozplenili się archeolodzy rozkopując starówkę i zagradzając drogę do cukierni zastępując bruk kilkoma chwiejnymi deskami.
Ale co poruszy całą rodzinę Hryciów, co sprawi, że serce Celiny zacznie bić troszkę szybciej i troszeczkę ocknie się z po udarowego stanu zdrowia?
Pewnego dnia w "Obserwatorze", gutowskiej gazecie ukazuje się zdjęcie mumii sprzed 50 lat. Mumia, jak to mumia, zasuszona, nijaka, ale to co posiada na palcu pobudza najgłębsze pokłady wyobraźni hryciowej, a mianowicie pierścień. Pierścień był strzeżoną jak oczko w głowie tajemnicą i skarbem rodowym, schowany do sekretnej kryjówki przepadł, by wypłynąć na powierzchnię na palcu gutowskiej mumii pod rynku.

[Ból]bez niego życie byłoby jak potrawa bez soli - zupełnie pozbawione smaku.

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy, czyli pierwszy tom cyklu opowieści spod amora jest książką historyczno-obyczajowo-romansowym dramatem. Autorka przedstawia nam losy różnych rodzin sprzed ponad 100 lat, które gdzieś tam powoli koligacą się mariażami z nimi przeplata późne lata 90 XX wieku, czyli takie trochę starsze nasze czasy, choć z poprzedniego wieku (w sumie nigdy nad tym jakoś nie dumałam, ale tak przy okazji to jakoś tak fajnie urodzić się i żyć w dwóch różnych wiekach). Historia snuje się jak dobrze zapleciona chałka drożdżowa, a głównym odnośnikiem jest właśnie cukiernia, spuścizna rodzinna Hryciów. 

W książce spotykamy się z dwoma rzeczywistościami starą, historyczną i obecną. Poznajemy ludzi, ich namiętności, dążenie do zysku, czy do miłości. Mnie osobiście bardziej przypadła do gustu odsłona historyczna. Bardzo dobrze czyta się te realia o życiu Polaków w tamtych czasach. Znachorki, zabobony, hubertusy (brakuje tylko kiszenia kapusty z "Chłopów")  - cały ten folklor znajdziemy w powieści.
Gdzieś na blogu, ponieważ już od dawna czyhałam na Cukiernię, przeczytałam, że autorka wprowadza zbyt dużo postaci i robi się chaos, osobiście tego nie odczułam, każda z postaci, jak dla mnie jest wprowadzana z odpowiednim entourage'm w taki sposób, że spokojnie da się poskładać koligacje rodzinno-sąsiedzkie. Choć muszę się zgodzić, że postaci jest rzeczywiście multum.

Wątek z czasów obecnych, dla lubiących obyczajówki i troszkę romansu współczesnego, również jest. A to za sprawą młodej Igi, a to za sprawą...kogoś innego (nie będę zdradzać szczegółów, dla chcących przeczytać). 

Powieść czyta się bardzo dobrze, no chyba, że ktoś się pogubi w osobach występujących ;). Język jest przyjemny, choć muszę się przyznać, że troszeczkę grały mi na nerwach mnie wstawki angielskie - były jakieś takie bez racji bytu, jakieś puste, francuskie dialogi były całkiem na miejscu (lubię francuski i można go sobie trochę powtórzyć) choć czasami było ich po prostu za dużo, rosyjskie jak najbardziej na miejscu i w takiej ilości jaka była wymagana. Oczywiście wszystkie wstawki w językach obcych są tłumaczone. Książka jest pisana rozdziałami, a otwiera je rok wydarzeń w nich opisywanych.

Cukiernia pod Amorem nie rozczarowała mnie i z ciekawością myślę o kolejnych częściach, które, na szczęście, czekają grzecznie na półce :) Polecam jako miłą, lekką lekturę na słoneczne dni.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...