środa, 1 stycznia 2014

Zygmunt Miłoszewski - Bezcenny

7/10

Życie to autostrada. A my prujemy pod prąd, oczy mamy zawiązane, ręce przykute do kierownicy, cegłę na pedale gazu. Jakkolwiek by się człowiek nie starał, jak nie manewrował, to i tak w coś uderzy. Pytanie tylko, czy w łagodzącą uderzenie barierkę, w mini coopera, cz w wyładowanego balami drewna osiemnastokołowca.

Czworo, zupełnie nieprzypadkowych, nie do końca zaprzyjaźnionych ludzi - wojskowy, marszand, urzędniczka państwowa i arystokratyczna złodziejka - ludzie, którzy mają odzyskać skarb narodowy w sposób nie koniecznie legalny, a właściwie nielegalny jak cholera i to wszystko nie na terenie nawet własnego kraju. Ale, ale. Mają odzyskać coś dawno zagubionego, czy raczej wpaść próbując odzyskać coś, czego nigdy nie było?

Jest to moje drugie spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim i obiektywnie trzeba przyznać, że całkiem udane. Bezcenny to thriller, kryminał, czy książka akcji na całkiem przyzwoitym, choć trochę sztampowym poziomie. Oczywiście gdyby nie Dan Brown i wszelkie jego Kody i inne książki  sztuce, byłaby to pozycja całkiem fantazyjna i tchnąca nowością, a tak stanowi po prostu kolejną wariację na temat. Pomimo tego pan Miłoszewski sprawia, że czas spędzony z Bezcennym nie jest czasem zmarnowanym. Książkę charakteryzuje to wszystko, co tego typu książkę powinno - wartka akcja, ciekawe postacie, choć nie jakieś subtelnie przygotowane rysy charakterologiczne, fajne, nienarzucające się dialogi. Na duży plus muszę tu dodać, że jest to książka o Polsce i polskiej historii sztuki. Większość tej szybkiej akcji toczy się na naszych terenach, szczególnie w naszych pięknych górach. Postaci dadzą się lubić, ze swoimi polskimi fochami, naburmuszeniem, lekkim czasami zacofaniem w sprawach różnych. Arystokratyczna złodziejka - Szwedka, jest intrygującym ogniwem spajającym te nasze husarskie wizje i zapędy do świata przyziemnego, a z drugiej strony przyganiająca naszym zabobonnym często, czy zaściankowym ograniczeniom w sprawach innych.
Jak już wspomniałam książkę czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Byłby z tego niezły film gdyby wypuszczałoby go kino amerykańskie. Szpiedzy, dzieła sztuki, a wszystko osnute na tajemnicy dóbr narodowych z czasów drugiej wojny światowej.

Książka też ma swoje minusy, a jakże. Przede wszystkim jest kolejnym wcieleniem tematów powielanych setki razy. Po drugie zakończenie, jak na te wszystkie polskie warunki jest dość mocno wydumane, zresztą cały ten ogólny antyamerykański motyw jest taki zupełnie nad wyraz. Pomimo interesujących w ogólnym zarysie postaci, częściowo nie pasowały mi wypowiedzi. Jakby bezmyślne bluzgi z ust iście arystokratycznej Szwedki. Poza tym trochę zbyt dużo ludzi - bohaterów i ogólny tłok w tym wszystkim. Zbyt spektakularna zdrada i zbyt spektakularne odkupienie, czyli wszystko takie trochę na wyrost, na modłę literatury amerykańskiej, choć w miarę przyjemnym stylu.

Powieść ogólnie bardzo odprężająca, bez górnolotnych zachwytów, taka przygoda kryminalna z pogranicza Indiany Jonesa. Miło się czyta, choć nie zapamięta na długo.

 Ból po stracie jest jak kombinezon z cierni. Na początku nie wiemy, o co chodzi, miotamy się na wszystkie strony, sprawiając, że kolce rozrywają skórę i całe ciało spływa krwią. Składamy się jedynie z cierpienia. Potem uczymy się, że miotanie nie ma sensu. Trwamy w bezruchu, rany zaczynają się zasklepiać, a my powtarzamy sobie, że dojdziemy do siebie. W końcu trzeba się ruszyć i wtedy uświadamiamy sobie, że kombinezon zostanie z nami na zawsze, a nasza skóra jest pokryta różowymi, delikatnymi bliznami, gotowymi otworzyć się, boleć i krwawić przy najmniejszym ruchu. Nie da się w kombinezonie żyć tak jak przedtem. Nie da się w nim zapomnieć o bólu i żyć normalnie.


Książka przeczytana w wyzwaniu: CZYTAJMY KRYMINAŁY  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...