sobota, 25 stycznia 2014

Harry Harrison - Na Zachód Od Edenu

8/10


Wściekła wojna między dwoma gatunkami, które łączyło tylko jedno: nieprzejednana nienawiść wobec siebie.


Kiedy książka trafiła w moje ręce, w dodatku w zestawie 3 tomów na raz, trochę pomyślałam, że będzie pewnie ciężka do czytania. Wydana w latach osiemdziesiątych zeszłego wieku okładka nie jest jakimś arcydziełem sztuki przyciągającym oczy, a po szybkim przekartkowaniu również i czcionka nie okazała się wielce przyjazną dla oka, niemniej przyszedł taki wieczór, że to właśnie ją wybrałam z kilku na półce do przeczytania.
Przede wszystkim przyciągnęła mnie do niej idea. Dość dawno zaczytywałam się  w książkach autorstwa Jean Marie Auel o Dzieciach Ziemi, które poruszały tematykę ewoluujących ludów prymitywnych. Tu w Na zachód od Edenu spotkamy się z podobną tematyką tyle, że w innym wydaniu.

Bohaterem książki jest Kerrick, młody chłopiec wchodzący właśnie w świat mężczyzn i zabrany z nimi na swoje pierwsze łowy. Grupa mężczyzn zastaje dziwne stworzenia, zwane przez nich murgu, wylegujące się na pobliskiej plaży. Postanawiają je zabić. Czyniąc to, nie są świadomi, że właśnie wybili grupkę samców z młodymi i kilkoma strzeżącymi ich bezpieczeństwa samicami. To wydarzenie zemści się na nich wkrótce, a murgu, zwane przez siebie Yilane wezmą chłopca w niewolę. Tam Kerrick dojrzeje, dorośnie i zapomni o ustozou - swym własnym ludzie. Oczywiście, jak wszyscy wiemy, historia kołem się toczy, i czasami ten okrąg jest ogromny i jego powrót długo trwa, ale w końcu zawsze nadchodzi. I tak Kerrick stanie znów twarzą w twarz z innym człowiekiem. Co wtedy zrobi?

Słowo jest czynem, czyn jest słowem.

Harry Harrison stworzył wspaniały, rozbudowany i niepowtarzalny świat. Z jednej strony prymitywny człowiek koczujący blisko swoich terenów łowieckich w czasie wielkich zlodwaceń, z drugiej murgu-chodzące-jak-Tanu jaszczuro-ludzie, lizardmeni, o umysłach ostrych jak brzytwy,  umysłach zdolnych do mutacji genetycznych na innych gatunkach, żeby móc odnieść z nich korzyść. Te dwa gatunki w splocie lodowatej pogody epoki kamienia łupanego zetknęły się na jednym z cieplejszych terenów, które chciały wykorzystać dla siebie, i od razu zrodziła się w nich wzajemna nienawiść.

Autor świetnie pokazał naukę Kerricka jako jeńca Yilane, naukę języka obcych, ich kulturę, zwyczaje. Nawet różnorodne wierzenia i dzielące je opinie. Natomiast wędrówka Kerricka z ludźmi pokazuje nam złożony świat tamtejszych plemion ludzkich.

Książka może nie jest jedną z tych, które łatwo się czyta. Nie wiem czy to za sprawą autora, czy tłumacza niektóre zdania są dość suche i wymagające skupienia, ale w zupełności wynagradza to realistycznie przedstawiona odmienność świata, który wcale nie tak nieodwołalnie mógłby być i naszą rzeczywistością gdyby ewolucja na pewnym etapie przesunęła się w trochę inną stronę. Jak już pisałam wcześniej sama książka niezmiernie przypomina mi Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego, co, dla mnie, jest ewidentnym plusem dla opowieści. Pomimo dość opasłego stylu i mnogości opisów, których w zasadzie nie lubię, z nieukrywaną przyjemnością sięgnę wieczorem po tom kolejny.



Książka bierze udział w wyzwaniu: CZYTAM FANTASTYKĘ
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...