sobota, 18 stycznia 2014

Cody McFadyen - Dewiant

7,5/10

To my, kobiety, składamy dzieci do grobu, to my ciągniemy suknie po cmentarnym piachu.


To było moje pierwsze spotkanie z autorem i muszę powiedzieć, że  naprawdę całkiem udane. Nie czytałam jego poprzednich książek o agentce Smokey, ale nie wydaje mi się, żeby spłyciło to mój odbiór Dewianta. Pewnie jak w wielu cyklach kryminalnych łączą się one agentami, detektywami, jednak wydarzenia w nich zawarte są zawsze nowe i prowadzone od początku do końca w tym właśnie tomie, który bierzemy do ręki.

Umieramy samotnie.
Ale przecież żyjemy też samotnie.
W głębi serca wiedziemy życie zupełnie sami. Niezależnie od tego, ile nas łączy z tymi, których kochamy, zawsze coś przed nimi ukrywamy. Czasami są to drobiazgi [...] Czasami chodzi o coś wielkiego [...]  a potem późno w nocy, kiedy jesteśmy już sami, te sekrety pukają do naszych drzwi. Niektóre walą głośno, inne stukają delikatnie, ale zawsze pojawiają się, szepcząc lub zgrzytając.

 Dewiant to porządny thriller. Pokazuje nam historię Smokey Barrett - agentki FBI, która w niedalekiej przeszłości sama straciła swoją rodzinę w makabryczny sposób zabitą przez mordercę, którego ścigała. Teraz musi zająć się śmiercią syna, a właściwie córki jednego z czołowych polityków. Śledztwo prowadzi ją w meandry psychozy kolejnego seryjnego mordercy z obsesją na punkcie kościoła i religii. Ofiar pojawia się coraz więcej, a czasu w tym wszystkim, jak zwykle, coraz mniej. To opowieść o walce ze złem ludzkiego typu, o brutalności przestępstwa, o nieprzewidywalności poszukiwanego.  Do tego wszystkiego zwyrodnialec wykorzystuje internetowe medium Usertube'a, żeby nadać swoim zabójstwom jakieś głębsze znaczenie i dotrzeć do większej rzeszy odbiorców swoich wyczynów.  Tylko, czy w jakiejkolwiek, szczególnie wymuszonej, śmierci może być głębsze znaczenie? 

Smokey Barrett zmaga się zarówno ze swoimi problemami w pracy jak i tymi z życia codziennego. Cody McFadyen bardzo trafnie i umiejętnie wplata rozterki zwykłego życia pomiędzy karty napięte akcją poszukiwawczą FBI. Sprytnie przemyca w tej całej pogoni za zbrodniarzem szczątki normalnego życia, wychowywanie dzieci, ślub koleżanki, czy własne pragnienie pozbycia się swoich sekretów, które dręczą każdego z nas i to wszystko w obliczu nieuchronnej kolejnej śmierci.

Rozpacz czasami bywa prostym uczuciem, ale częściej jest bardzo złożona. To ciągłe wątpliwości, pytania "co by było gdyby"' "gdyby tylko". Przypomina żal, ale jest znaczenie potężniejsza.

Akcja książki jest płynna, choć nie toczy się jakoś wyjątkowo szybko. Dialogi są ciekawe, a postaci wydają się dość rzeczywiste ze wszystkimi dolegającymi im rozterkami i wadami. Nie znajdziemy tam jakiś 'bohaterów' na miarę światową, natomiast z pewnością poznamy kilku w pełni bohaterskich ludzi, którzy będą starali się po prostu dobrze wykonać swoją pracę, którą jest ochrona ludzi wiodących, czy starających się prowadzić, spokojne życie, pomimo tego, że czasami wśród nich znajdzie się wilk w owczej skórze, którego nikt nawet nie zauważy.

Z porządnymi ludźmi jest ten problem, że są porządni. I przeważnie zakładają, że inni też są porządni. Jeśli ktoś mówi, że jest hydraulikiem i nosi roboczy drelich, to jest hydraulikiem, a nie seryjnym mordercą w przebraniu.

Dewiant naprawdę mi  się podobał, choć, to albo wina mojego wieku, albo już sama nie wiem czego, brakowało mi trochę więcej napięcia i oczekiwania. Wszystko troszeczkę za łatwo szło, jak dla mnie, ale nie było to na tyle narzucające się, żeby obniżyć ocenę Dewianta. Poza tym jestem, od dzieciństwa chyba, łowcą cytatów, ładnych splotów słownych, pewnie z racji bycia językowcem, języki, również nasz własny ojczysty, fascynują mnie i lubię cieszyć się trafnie uchwyconymi porównaniami, przenośniami, a tego w książce jest pod dostatkiem. Jak ktoś jest takim jak ja maniakiem cytatowym, to książka będzie dla niego całkiem smacznym kąskiem :)

Krew na wąsach drapieżnika zawsze smakuje bosko.

 A Ty masz coś do ukrycia?


Książka bierze udział w wyzwaniu: CZYTAMY KRYMINAŁY
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...