sobota, 15 marca 2014

Maxime Chattam - Otchłań Zła

7/10

Sen łagodzi troski, kłopotom odbiera ich ciężar; dzięki niemu rzeczywistość staje się wspomnieniem, "Sen jest być może jedyną świątynią spokoju, którą dysponuje człowiek" - pomyślał.

A co jeśli nawet nasze sny wypełnia otchłań zła?
W centrum Handlowym w biały dzień ginie mały chłopczyk, gdzieś dalej ginie kobieta, straszną, męczeńską śmiercią, a jeszcze w innym umiera mężczyzna, a jego mózg rozlatuje się w różnych kierunkach. Czy możemy czuć się bezpieczni, kiedy po świecie chodzą opętani złem maniacy?

Joshua Brolin odbywa staż w wydziale zabójstw w Portland kiedy zostanie mu się zmierzyć ze sprawą seryjnego mordercy, który bezlitośnie torturuje, bezcześci i pozbawia życia w jakimś opętańczym satanistycznym szale. Szalony zabójca okaleczający swoje ofiary nie pozostawia pozornie żadnych śladów oprócz okrutnie potraktowanych ciał. Młody inspektor, którego wspiera również młoda studentka psychologii i niedoszła ofiara pewnej zbrodni, odkrywa, że ciała noszą znamiona kabalistyczne. Czy zbrodnie popełniane są przez morderczą sektę prowadzoną przez swojego pana, przewodnika - szaleńca? Kiedy rozwiążą tę zagadkę? Ile kobiet będzie musiało poświęcić swoje życie zanim inspektor Joshua Brolin rozwiąże barbarzyńską i chorą łamigłówkę?


Nie dość, że ludzie różnią się między sobą, to jeszcze każda śmierć, uwieczniając istotę ludzką w groteskowej, narzuconej pozie, jest inna. Mówi się często, że starość to utrata godności, zaś śmierć to jej odzyskanie - być może, lecz pod warunkiem, że ktoś przejdzie obok w momencie śmierci i ułoży ciało w pozycji godnej, śmierć bowiem ma to do siebie, że lubi uderzać w chwilach, kiedy się jej najmniej oczekuje.

Nie mogłam się zdecydować na ocenę. Przede wszystkim dlatego, że do książki zabierałam się dwa razy. Początek nie jest napisany zbyt przyjemnie. To znaczy, chciałam przez to powiedzieć, nie, że są tam jakieś okrucieństwa, czy coś w tym rodzaju, po prostu początek jest względnie nudny i nie do końca wciągający. Po narracji Becketta, który przyzwyczaił mnie do fajnego i płynnego języka, do zaskoczenia od razu na początku i realizacji książki do celu, Maxime Chattam strasznie mnie nudził. Te początkowe rozważania były jakieś takie rozlazłe. Potem ten krótki incydent z rozwiązaniem sprawy i zaczęłam się obawiać, że Otchłań Zła to będzie zbiór opowieści o makabrycznych zbrodniach niezwiązanych ze sobą, ale nie. Druga część książki powoli przemienia ją w coś, co w thrillerach lubię w powolne narastanie grozy, w dziwne niewyjaśnione zdarzenia, a nawet jakieś nadprzyrodzone zjawiska, czy kulty gloryfikujące śmierć. Kiedy Maxime Chattam rozpędza wreszcie ten pociąg przemocy, to ciężko rozstać się z książką. Ale naprawdę trzeba przetrwać ten tępawy początek. 

Milczenie jest ceną poznania prawdy.

Muszę powiedzieć, że, jak u Becketta kluczowym elementem są badania antropologa sądowego, tak tutaj, mam wrażenie, trybem przewodnim będzie behawioryzm. Nie widziałam zbyt wiele odcinków Mentalisty, bo niestety, były one dla mnie zbyt do siebie podobne i dlatego też nudne, ale działanie inspektora Joshuy Brolina bardzo mi się skojarzyły z mentalistą właśnie. I nie chcę przez to powiedzieć, że książka jest nudna, wręcz przeciwnie, ponieważ nie ma w niej mentalisty w roli głównej, tylko prawdziwe ciężkie, mięsiste śledztwo ze wszelkimi wadami i pomyłkami ludzkimi, a mentalista się chyba nie mylił ;p

Ogólnie książka jest bardzo dobra i na pewno przeczytam kolejne części z cyklu o Brolinie. Trzeba tylko przebrnąć przez ten początek. Cieszę się, że nie odstawiłam jednak tej książki, bo sporo bym straciła. To mocny thriller trzymający w napięciu, ale nie jest to horror, więc nie ma potrzeby się bać nieoczekiwanego i brutalnego 'skoku zza pleców.' Mroczny i ciężki, taki jacy bywają ludzie.

Rzeczywistość często przerasta fikcję.


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...