sobota, 22 marca 2014

Donato Carrisi - Zaklinacz

8/10

Śmierć, szczególnie okrutna, rzuca na żywych dziwny urok. Widząc trupa, wszyscy robimy się ciekawi. Śmierć to bardzo uwodzicielska pani.

W pewnym zielonym miejscu dociekliwy nowofundlandczyk rozkopał mroczne znalezisko - lewą rękę. Policyjna akcja odkryła w tym miejscu ich jeszcze pięć. Sześć lewych rąk małych dziewczynek i sprawa zaginionych pięciu. Pięć dziewczynek, jedynych córek swoich rodziców. Kim jest ostatnia ofiara maniakalnego przestępcy i gdzie są ciała tych niewinnych ofiar. Zespół pod kierunkiem kryminologa Gorana Gavili staje przed okrutną walką z czasem o być może życie szóstej ofiary, której zaginięcia jeszcze nie zgłoszono.
W innym miejscu Mila Vasquez, policyjna agentka, ratuje z rąk nauczyciela muzyki - pedofila, chłopca i dziewczynkę. Po czym po udanej, choć wielce ryzykownej samodzielnej akcji zostaje wezwana jako konsultantka w sprawie Gorana. Jako specjalistka od znajdowania dzieci z licznymi sukcesami w swojej pracy, pojawia się większa nadzieja na znalezienie ostatniej dziewczynki, która otrzymuje od Mili pseudonim Priscilla, żywej.


Bóg milczy. Słychać tylko szept diabła.

Jest to pierwsza tego typu książka włoskiego autora, jaką przeczytałam. I powiem Wam, że Donato Carrisi wyśmienicie snuje swoją mroczną opowieść. Na początku, choć książka w zasadzie od pierwszych stron wciąga czytelnika w swoją obłąkańczą intrygę, trochę denerwowały mnie pewne sformułowania autora, które jakby rodem przepisane były od Becketta, od którego zaczerpnął Chattam (z resztą też ze względu na właśnie te opisy odczuć obniżyłam trochę ocenę jego Otchłani Zła), a potem Carrisi. Każdy kto czytał tych dwóch autorów z pewnością pamięta jak David Hunter, czy Joshua Brolin odczuwali te 'nieuchwytne, malutkie wrażenia gdzieś u podstawy ich czaszek, które już miały nakreślić olśnieniem sprawę, nad którą pracowali, a które natychmiast po uświadomieniu ich sobie przez podmiot po prostu umykały, rozpływały się w nicości i niebycie.' Zraz na początku Zaklinacza pojawia się mniej więcej takie wyznanie i od razu pomyślałam: 'o nie kolejny Beckett/Chattam'. Oczywiście wiadomo, że konwencja gatunku wymaga pewnych stałych struktur, ale przecież nie takimi słowami. Niemniej postanowiłam czytać dalej i tylko na dobre mi to wyszło. Moja ocena książki jest już po ujęciu punkcika za to 'powielanie' myśli i jak widać nadal pozostaje wysoka.

Dworce są czymś w rodzaju przedpiekla, gdzie gromadzą się zagubione dusze w oczekiwaniu, że ktoś przyjdzie, żeby je stamtąd zabrać.

Zaklinacz to świetny thriller psychologiczny. Autor wywiódł mnie w pole niejeden raz, tylko po to, żeby na koniec i tak dać mi po łapkach. Donato Carrisi opowiada mroczną i brutalną historię, która jest składową wielu innych ciemnych wydarzeń ze śmiercią w tle. Mamy tu do czynienia z całym przekrojem barbarzyńskich przestępstw od 'zwykłej' przemocy i tortury, po zabijanie z nudów. Spotykamy również cały przekrój postaci, od zdeprawowanego miliardera, po drobnych złodziejaszków. Za to profile naszych przedstawicieli prawa namalowane są przez autora bardzo precyzyjnie. Co chwilkę podaje nam jakiś fakt z życia bohaterów, czy zdradza emocją lub gestem jego charakter. Czyta się to bardzo dobrze, a poznając po maleńkim kroczku mocne i słabe strony naszych stróżów prawa możemy się z nimi zaprzyjaźnić, czy zrozumieć nawet motywy ich zachowań. Drugim minusikiem jest stateczne zakończenie, które w zasadzie pozostaje zawieszone, ale rozwiązanie samej sprawy błyskotliwe.

Język, którym pisze autor jest, jak w większości nowożytnych lektur, językiem przyjemnym i łatwym w odbiorze i pomimo objętości czyta się ją szybko. Jedyny minusik narratorski to dla mnie ten, który opisałam powyżej o tych przeczuciach, poza tym właściwie nie mam innych zastrzeżeń do sposobu pisania autora.

Pełen wachlarz postaci, Porządny suspens. Zwodzenie czytelnika, by tylko pokazać jak mizerne są jego wnioski. Doskonałe 'przedzakończenie'. Naprawdę warto :)

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...