niedziela, 8 grudnia 2013

Jacek Dukaj - Czarne oceany

4/10

Wojna to narzędzie ochrony bądź powiększenia stany posiadania państwa. Kropka.

Pozwoliłam kupić sobie tę książkę w zeszłym roku pod choinkę. Błądząc po popularnej księgarni między półkami 'fantastyka' szukałam czegoś innego, czego jeszcze nie czytałam, bez magii, sztuczek, pościgów w lasach. Zobaczyłam Czarne oceany okładka przypadła mi do gustu - mroczna, tajemnicza. Notka na obwolucie przyciągała i podrażniała moją ciekawość, a jeszcze w dodatku była to książka nagrodzona. Właściwie niewiele wtedy miałam do czynienia z fantastyką naukową, a twardą fantastyką naukową - wcale. Tak więc przygarnęłam Czarne oceany. Któregoś wieczoru świątecznego z pełną niecierpliwością zabrałam się do czytania. I pierwsze na co trafiłam, to była grupka policjantów prowadzących śledztwo na podstawie mordu rytualnego. Wiele akapitów o odciętych palcach i wiszących jelitach, żeby wspomnieć najłagodniejsze opisy. Nie, żeby mnie to przeraziło, w końcu moim pierwotnie ulubionym gatunkiem jest horror, ale ja nie miałam ochoty czytać kolejnego, chciałam fantastykę, twardą, naukową. I tak książka poszła w odstawkę aż do tego roku. Sięgając po nią jakoś nie czułam już tej niecierpliwości, w przeciągu roku zdążyłam się zapoznać trochę z fantastyką naukową i jakoś wspomnienie tego początku Czarnych oceanów nijak mi pod gatunek nie podchodziło, no ale trzeba było wziąć byka za rogi i przestać oceniać książkę po 3 pierwszych kartkach. O czym ona jest?

Wizja nie całkiem dalekiej przyszłości. Ciekawy rozwój savoir-vivre'u, korzystanie ze swatek w dobie po nagminnych sprawach o molestowanie w poprzednich latach, rzeźbienie genetyczne wyglądu.  Klasy społeczne, a akcja oczywiście rozgrywa się na wysokiej półce. Myśli, które się same myślą, wspomnienia jednostek, dinozaurów, czy innych stworów błądzących pozornie na ślepo przez powłoki galaktyk. Rytualne krwawe mordy, Wojny Ekonomiczne i Monadalne. Intrygi na najwyższych szczeblach, Grzyby i Puchatek. 
Zamysł niezmiernie ciekawy, a rzeczywistość świata Dukaja w Czarnych oceanach intrygująca, gniewna i ponura. Przypuszczalny atak innej inteligencji poprzez ciąg galaktyk i niemożliwe pozornie do zweryfikowania metody denerwujące, bo tego właśnie możemy się obawiać raczej niż bezpośredniego napadu zielonych wielkogłowych obcych w latających spodkach. Dodajmy do tego ucieczkę, akcję mocno trzymającą w napięciu, przedzieranie się, śmierć aktualnych sojuszników i mamy kawał dobrej książki w świecie przyszłości.


Dlaczego więc taka niska ocena?
Już się tłumaczę. Po pierwsze te wszystkie interesujące elementy wprost toną w bagnie bełkotu naukowego. Tak, zdaję sobie sprawę, że świadomie wzięłam z półki książkę pisaną jako 'klasyczna twarda fantastyka naukowa', rozumiem więc, że celem takiej książki jest bardziej przedstawienie teorii wizji przyszłości niż sama fabuła, która, podkreślam, jest tu nad wyraz ciekawa, jeśli się przebrnie przez otoczkę. Z drugiej strony jesteśmy Polakami, jak i autor, więc dlaczego te wszystkie naukowe teorie są po angielsku? Tak, wiem, teorie, jak już podkreślałam w tym gatunku są niezwykle ważne, ale dlaczego autor używa słów randomizacja, preasumpcja, czy aksydentacja, ludzie, czy my nie posiadamy po prostu słowa przypadkowość? Mam wrażenie, że spolszczone angielskie słowa sprawiają, że coś jest bardziej naukowe niż mogłoby być. No cóż.
Po drugie słowa angielskie. Wszędzie w książce napadają na nas genetic sculptors, 3D-move, cashchips, skyhouse'y, closed-circuit tv itd. itp. Naprawdę nie można tego powiedzieć po polsku? Może i się czepiam, ale skoro fantastykę naukową wyrazić można tylko angielskimi słowami, to zastanawiam się jak to robią autorzy anglojęzyczni, czy można jeszcze bardziej zangielszczyć angielski?
No i po trzecie. Składnia zdaniowa, użycie czasów i słownictwa. Jak napisałam wyżej książka jest wręcz naszpikowana trudno brzmiącymi spolszczonymi angielskimi słowami, jest pełny żargon naukowy słów polskich i nagle w takim twardym stylu pojawiają się słowa: 'dlań, przezeń, podówczas', gramatyka typu zaprzeszłego: 'i został był poinformowany' oraz składnia zdaniowa w szyku przestawnym: ;Przygryzł Hunt wargę.'  No ja się pytam: co to ma być? Twarda naukowa fantastyka na składni i słownictwie średniowiecznym? Może to wizjonerskie i przyszłościowe, ale mi, zwykłemu czytelnikowi, który oddaje się książkom dla bezwzględnej przyjemności, zgrzyta to jakbym do precyzyjnego mechanicznego werka wsypała porządną garść piachu między trybiki.

Niestety książka, pomimo swojego potencjału, bardzo mnie rozczarowała.


Książka bierze udział w wyzwaniu: CZYTAM FANTASTYKĘ

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...