piątek, 13 grudnia 2013

Cormac McCarthy - Droga

9/10


Czym się różni to, czego nigdy nie będzie, od tego, czego nigdy nie było?

Książka jest re-we-la-cyj-na bezapelacyjnie. Nie daję 10/10 ze względu na to, że nie jest to jakieś literackie arcydzieło, ale z pewnością niewiele jej brakuje. Na tych niewielu stronach, bo cóż to jest 300 stron, jest zawarte tyle smutku, cierpienia, beznadziejnej nadziei i miłości z troską, że niejedno wielkie działo może się schować.
Co mogę napisać  Drodze? Przede wszystkim, że jest to droga człowieka, jego życie, raz w górę, raz w dół, kto tego nie zna? Droga McCarthy'ego  to taka alegoria w dodatku genialnie osadzona w rzeczywistości atawistycznej psychologii gdzieś w stłamszonym i właściwie już zgubionym, postapokaliptycznym świecie.

McCarthy przedstawia historię ojca i syna, którzy starają się mimo wszystko przeżyć. Toczą własne życie w zdezelowanym wózku spod hipermarketu na południe do cieplejszego klimatu. Przed ludźmi raczej się kryją, bo tam ludzie nie stanowią nic dobrego. Ludzie są zdolni do wszystkiego w świecie, w którym nic już nie zostało, gdzie nawet lasy są pełne pustych martwych drzew, które po prostu padają zmęczone staniem bez promienie słońca. Tam ludzie są w stanie zabić drugiego, żeby mieć spokój, żeby go ograbić, czy ... zjeść. Świetlana przyszłość nie mieści się nawet w głowach, tam mieszka tylko teraźniejszość, ponura, szara i zimna. Ciężka. I przez ten obcy świat ojciec prowadzi syna, który widzi, choć nie chce i słyszy rzeczy, których nie pragnie.

Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć.

Czy w takim świecie jest miejsce na współczucie, na gest ludzki. Na pewno gdzieś jest, choć ten gest nie zawsze musi się jawić jako ludzki, ostatecznie takim właśnie jest. Gest litości, łaski i wyzwolenia zarazem.
Mam wrażenie, że cokolwiek bym nie napisała, to spłycam wartość tej książki. Choć może autor napisał ją tak specjalnie pod mój gust i dlatego tak ją właśnie odbieram.
W każdym bądź razie jest to świetnie napisana książka z niewielką ilością dialogów (za czym akurat nie przepadam, ale tutaj po prostu inaczej nie można). Autor tym minimalistycznym dialogiem fantastycznie oddaje nastrój czasów, każde słowo więcej, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, zaburzyłoby równowagę powieści byłoby zbędne i psuło cały klimat. Zakończenie, dzięki autorowi, wreszcie takie jakie powinno być. Tutaj wszystko gra, wszystko ma swoje miejsce i czas jest sprzężone i odbywa się we właściwym dla siebie czasu, bez owijania w bawełnę.

Po przeczytaniu książki okazało się, że jest też film (tak w mojej całej niechęci do ekranu telewizora, nie jestem zbyt na bieżąco z nowościami i czasami, zupełnie przez przypadek dowiaduję się, że jest ekranizacja czegoś, co czytam). Na wielkie szczęście, na początku było słowo pisane. Film obejrzałam, nie był może najgorszym filmem, ale, dla mnie, był po prostu potwornie nudny. Chyba żaden film nie pozwoli na zbudowanie takiej emocji, jak wyobraźnia tocząca się słowo po słowie powoli ścieżką tej opowieści o ojcu z synem. W filmie wątki są spłycone, a impulsy pochodzące z poprzedniego życia, wracające jako wspomnienia, zdają się bardziej mylące, niż tłumaczące. Może jeśli się ogląda tylko film, to wrażenie jest inne, ale nie polecam. Książka to książka. W tym wypadku zbyt spłyca doświadczenie.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: CZYTAM FANTASTYKĘ!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...