piątek, 12 grudnia 2014

James Dashner - Więzień Labiryntu

Ciemne pomieszczenie, klaustrofobiczne, czarne, niewiedza i okrutne, nieprzyjemne odczucia. Gdzie jestem? Dlaczego? Kto sprawił, że jestem tu, gdzie jestem? I najważniejsze. Jak się nazywam? 
Thomas, nazywa się Thomas i dziwnym rykiem metalowej puszki wspina się szybko na górę, kiedy przerażony widzi ostre światło i ręce wyciągające się po niego jest przerażony.
Thomas, nastolatek, który nagle znalazł się w nieznanym miejscu z nieznanego powodu. Mały świat, w którym przyjdzie mu teraz żyć z większą bandą starszych i trochę młodszych chłopców, otoczony jest niezbadanym labiryntem, którego ściany noc w noc zmieniają swoje położenie. Na domiar złego po labiryncie krążą Bóldożercy, przerażające dziwne kreatury na pół maszyny, na pół stworzenia, które tylko czekają, żeby dorwać wałęsającego się człowieka. Na szczęście wrota do labiryntu są zamykane na noc. Zawsze.
Przybycie Thomasa do tej dziwacznej pułapki zapoczątkowuje serię katastrofalnych wydarzeń, które w nieunikniony sposób prowadzą do śmierci wszystkich mieszkańców tajemniczego ogrodu wśród groźnego labiryntu. Śmierci, lub, wreszcie, ucieczki i znalezienia wyjścia.


Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera to kolejna moja wycieczka do dystopijnego świata. W zasadzie z pierwszej części nie dowiemy się zbyt wiele. Nie wiadomo kim są Stwórcy labiryntu, a już na pewno nie otrzymamy konkretnej informacji skąd, czy w ogóle dlaczego to wszystko ma miejsce. Jedno jest pewne. Spora grupa chłopców pozostawiona samym sobie, choć z cotygodniowymi dostawami potrzebnych do przeżycia środków, egzystuje na niewielkim terenie w zamknięciu, otoczona przez ogromny i niebezpieczny labirynt. 

Chłopcy radzą sobie całkiem nieźle. Każdy ma przydzieloną rolę w tym minispołeczeństwie i stara się wykonywać ją sumiennie dla dobra własnego i wszystkich innych. Muszę przyznać, że w zasadzie nie dziwiła mnie bardzo pewna opieszałość w poczynaniach młodych do ucieczki, ponieważ społeczność, która wyrosła na ich ciałach funkcjonowała jak całkiem niezły mechanizm, więc i potrzeba ucieczki nie była tak nagląca, szczególnie, że jedyne zagrożenie było za zamkniętymi na noc 'drzwiami'. Oczywiście każdego dnia młodzi poszukiwali jakiejś luki w ścianach labiryntu, czy innego otwartego z nagła przejścia,  ale nie odnosi się wrażenia, że jest to ich motyw przewodni. Oczywiście wszystko zmienia przybycie Thomasa, który od samego początku naciska na zwiększenie sił poszukiwawczych poza tym, kolejne wypadki, których opisywać nie będę, żeby nie zdradzić zbyt dużo fabuły, sprawią, że sprawa ucieczki stanie się nad wyraz priorytetową. Oczywiście nie zabraknie osób, które w sposób bezspornie bezpośredni zrzucą wszelkie nieszczęścia na nowoprzybyłych (tak, Thomas nie będzie jedynym).

Ogólnie książka nie jest zła, nie jest może tak wspaniała, jak wyglądałoby to z zainteresowania jakie wywołuje w czytelnikach. W mojej bibliotece młodzi stoją w kolejce do niej już od jakiegoś czasu i poganiają się niemiłosiernie w czytaniu, żeby wreszcie ją dostać w swoje ręce. Może odczuwam  tak dlatego, ponieważ ostatnio, mam wrażenie, czytam same dystopie i jakoś wydaje mi się, że one wszystkie stają się takie same. Zdaję sobie sprawę, że muszę się odseparować trochę od gatunku, bo moje wrażenia znacznie się spłycają po każdej kolejnej dystopijnej książce. Oczywiście nadal mam ochotę przeczytać kolejne części Więźnia Labiryntu, ponieważ lubię kończyć serie, które zaczęłam, a książka jest na tyle dobra, że na pewno mnie nie znudzi, a to w zasadzie nie wina książki, że zapętliłam się w gatunku.

Co według mnie zasługuje na uwagę przy tej pozycji, to fakt, że wykreowany świat jest właściwie męski. Wprowadzenie kobiety - i za razem ostatniej uczestniczki - uważam za zbędne, ale, z drugiej strony, obecne czasy, a szczególnie młode czytelniczki lubią wątek damsko-męski, więc i bez niego mogłoby nie być różowo. No i może wprowadzenie żeńskiego pierwiastka trochę załagodzi tendencje męskiego charakteru, choć może i zadziać się zupełnie inaczej, kto to wie. Książka jest zaledwie pierwszą częścią, więc traktuję ją jako niewielki początek czegoś znacznie potężniejszego niż to, co zaserwował nam autor na początek. W każdym bądź razie nie zanosi się na przyjemny, nietendencyjny świat z błękitnym niebem za oknem i w związku z tym z przyjemnością poczekam na resztę, która przyjdzie do mnie za całkiem niedługi czas.

Bohaterowie opowieści nie stanowili dla mnie jakiejś zagadki psychologicznej. Są raczej dość przewidywalni, często prostolinijni jeśli coś wydaje się białe, to takie jest i tak samo z czarnym. Nie jest to opowieść o psychologicznie wysokiej treści, przynajmniej ja nic takiego tutaj nie znalazłam, choć chciałoby się znaleźć coś w bohaterze z labiryntu, jakieś zawirowania w charakterze, czy głębię przemyśleń człowieka zamkniętego na niewielkiej przestrzeni. Ale jest to książka young adult fiction again, więc może po prostu nie ma potrzeby przerażać młodych wyrafinowaną złożonością psychologiczną bohaterów, wystarczy, że sama książka zachęca ich do czytania, nie muszą od razu sięgać po traktaty filozoficzne. Język powieści jest łatwy i lekki, mamy do czynienia z obfitością akcji tak, że nie sposób się nudzić. Czytelnik jest cały czas trzymany w centrum wydarzeń i to również sprawia, że książka staje się przyjemnością dla lubiących ciągłe zmiany.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...