wtorek, 30 grudnia 2014

Andrzej Sapkowski - Saga o Wiedźminie

Czy jest sens pisać o czym jest Saga o Wiedźminie? W zasadzie może i jest, bo przecież saga o wiedźminie nie jest sagą o wiedźminie, a raczej zwykła historią, która kołem się toczy, historią pełną przemocy, zła, walki o ziemie, morderstw na tle złota, ale i wielkiej przyjaźnie, miłości, poświęcenia i mitycznego podążania za przeznaczeniem.

Może jest wśród Was ktoś, kto książki nie czytał, może jest ktoś, kto nawet o niej nie słyszał, w końcu to tylko książka jedna z wielu. Ja sama co chwilę dowiaduję się o książkach, które istnieją już jakiś czas, a nigdy o nich nie słyszałam, a. z wielkim przekonaniem to powiem, wiem, że spodobałyby mi się.

Więc może tylko króciutko o fabule dla tych, pewnie nielicznych, niewtajemniczonych. 


Saga o Wiedźminie jest wielotomową historią osnutą na świecie pełnym ludzi, elfów, niziołków, krasnoludów i wielorakich poczwar przynoszących im kłopoty i utrapienia, a od tego żeby pozbyć się dziwacznych, często przerażających i śmiercionośnych kreatur jest wiedźmin, mutant kształcony jak zabijać i nie dać się zabić.
Oczywiście opowiastki o tym jak to wiedźmin łapie bazyliszki i inne strzygi byłyby niewypowiedzianie nudne po pierwszych trzech, ale przecież nie o tym jest saga.
Historia o wiedźminie, jak wcześniej wspomniałam, jest pogonią za przeznaczeniem, w którym losy wielkich królestw ścierają się gwałtownością i barbarzyństwem epickich wojen, a wszystko po to, żeby przyrzeczone wiedźminowi dziecko mogło wypełnić swoje powołanie i zgubić, lub ochronić świat. 

W tegoroczny czas świąteczny postanowiłam wrócić do Wiedźmina i przeczytać go po raz kolejny. Co śmieszniejsze nie przepadam za autorem i jego nadmiernym wręcz patetycznym stylem wypowiedzi, szczególnie, gdy owy przekracza swoje granice przyzwoitości i smaku gdzie wśród pięknej staropolskiej polszczyzny pojawiają się słowa typu 'konsyderować', czy inne ukute iście z angielskiego, lecz w taki sposób spolszczone, że wydają się pięknie staropolskie. Może powinnam je była sobie zapisywać, żeby Wam tu konkretne przykłady podać, ale, wybaczcie, nie bardzo mi się chciało, w końcu to święta były. No i wracając do nieszczęsnego wątku języka tego dzieła dochodzą wyrażenia typu: "co było a nie jest nie pisze się w rejestr". Tak, tak, wiem, że nic dziwnego w tym wyrażeniu nie ma, tyle, że wiecie, ja używałam takich 'tekstów' mając lat około 12-13 i nijak mi one pasują do takiej literatury. Już ci one jako ten osieł do karocy, panie. Nic innego.

W zasadzie to, co napisałam, to jedyne minusy, które mogłabym wymienić, ponieważ w całości Sagę o Wiedźminie uważam za doskonałą literaturę fantastyczną. Zresztą, co z lekka wstydliwe, była pierwszą opowieścią fantastyczną z półki autorów polskich. I, dzięki wszelkim bogom, pozostawiła mnie pod tak ogromnym wrażeniem, że teraz chętnie sięgam do literatury polskiej, czasami nawet w ciemno, bo do czasu przeczytania Wiedźmina raczej unikałam polskich autorów, a i, jak widzicie, do niej wracam kiedy czas pozwoli, lub chęci powrócą.

Wszystkiem tutaj polecam, bo historyja toż zacna i łacno wysłuchać jej idzie. Prawdziwyj bard to pisywał i toć nasza rodzima bajęda jest. Niecnym nie znać takowej opowieści a ino choćby po to jakoby inszem pokazać, że my swoje mamy piękne takie, i do ogniska juże.

Oczywiście mogłabym się tu zacząć wywnętrzniać, że mi imć Sapkowski ulubionego bohatera raczył był ukatrupić i to w dodatku z przytupem niezłym, ale, z drugiej strony, lepiej być krótką historią, która w pamięć zapada niźli tym tępym wołem, co to o którym nikt pamiętać nie będzie.

Saga jest pełna zwrotów akcji i kolorowych bohaterów. To, czego nie można na pewno zarzucić autorowi to właśnie postacie i emocje, które opisuje i które my współodczuwamy. Andrzej Sapkowski świetnie kreuje swoje postaci. Są pełne wigoru, żywe i bardzo ludzkie. Rozwijają się, zmieniają zdanie, strony, a  nawet i przyjaciół. Związki pomiędzy nimi są po ludzku skomplikowane i zupełnie niełatwe. Bohaterowie robią głupoty, dokonują niewłaściwych wyborów, tak jak często my w codziennym życiu i to wszystko sprawia,. że ta książka, ta opowieść jest mi tak bliska i czytając ją, nawet kolejny raz, zaskakuje, ale i daje się zrozumieć tak po ludzku.




Najmniej ze wszystkich części nie podobała mi się część ta, przy której piszę tę krótką wypowiedź, czyli ostatnia: Pani Jeziora. Jest zanadto przekombinowana, trochę nazbyt fantastyczno-sci-fi, wkradły się tu zupełnie niepotrzebne elementy nawiązujące do zupełnie nie fantastycznej barwy całej sagi, a mianowicie elementy naszej historii. Nazbyt trąciło mi to za pierwszym, razem, jak i teraz jakimś megalomańskim dążeniem autora. Może to połączenie powinno mnie wzruszyć emocją, że autor zna historię i rozmaite legendy nie tylko polskie, niestety mnie jakoś odrzuciło. Sprawiło raczej, że odniosłam wrażenie, że sięga po nieswoje z braku pomysłów na zakończenie. Również poza tym mezaliansem z królem Arturem nie bardzo przypadła mi do gustu powierzchowna zbieranina historyjek co się stało z kim po wielkiej wojnie wtłaczanych pomiędzy siebie jakby na siłę, żeby zapełnić strony. Jako czytelnik wolałabym krótką wzmiankę o całości, a rozleglejsze stronice poświęcone konkretom. Wyszło jak wyszło. Również wątek Nimue i śniączki o dziwacznym imieniu nie bardzo mi w ogóle podchodzi.

I jeszcze jak Uroboros wskazuje, historia się nigdy nie kończy. Pozostaje Sezon Burz, który czym jest nikt nie wie. To znaczy może i wie, ja nie wiem. Nie mam, nie czytałam i nie jestem pewna, czy chcę przeczytać. Wiecie jak to jest z odgrzewanymi, nawet najlepszymi kotletami. Obawiam się, że ten tom został napisany dla kasy li tylko i nagle znów wracać do prapoczątków, prakońców czy czego wiedźmińskiego? Hm, może kiedyś, na razie nie nadszedł ten czas, żebym chciała wziąć tę część do ręki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...