poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Robert J. Szmidt - Apokalipsa według Pana Jana

7/10

Niepojęta jest logika wojny.

 Kolejny ciężki, pracowity dzień za Wami. Odkładacie książkę, padnięci i marzący tylko o ciepłej pościeli i objęciach Morfeusza. Jeszcze pospieszne spojrzenie na zegarek stojący przy łóżku - no tak 1.30, wypadałoby się wyspać. I wtedy dzwoni telefon. Co czujecie? Obawę, strach, zdenerwowanie, że znów jakiś późny balangowicz pomylił numery i zadzwonił właśnie do Was? Tak wszyscy to czujemy, ale chyba przede wszystkim zdenerwowanie, strach, że stało się coś, czego nikt z nas nigdy nie chciał. Tak samo, podnosząc słuchawkę, czuł się doktor Piwowski. 

Mobilizacja sił militarnych Rzeczpospolitej. Atomowa agresja dalekiego wschodu. Zestresowane narody odpowiadają tym samym. Świat ogarnia chaos zniszczenia. Wybrane jednostki ukrywają się w Bastionie - kompleksie na Ślęży wybudowanego, oczywiście, w ścisłej tajemnicy przed opinią publiczną.

Dwa lata po wybuchu wojny z Bastionu wyruszają wozy patrolowe i kierują się do Wrocławia. Wiele osób, wbrew wszelkim oczekiwaniom, przetrwało. Teraz chorują, tracą, już lub stracili włosy, ich ciała toczą różne choroby od wrzodów po nowotwory, ale nie wszyscy są w tak ciężkim stanie, chociaż na każdym atomowe grzyby odcisnęło swoje piętno. Ludzie Bastionu, czyści, owłosieni są jak odszczepieńcy, są tymi, którzy, w oczach zwykłych ludzi, wywołali cały konflikt, po czym uciekli do nor, które sobie pobudowali.

Robert  J. Szmidt w swojej książce funduje nam czasy postapokaliptyczne na naszych rodzimych terenach. To bardzo intrygująca jak i jednocześnie zatrważająca wizja przyszłości. Szaleniec i samozwańczy burmistrz Wolnego Miasta Wrocławia sprawuje władzę totalitarną. Niektórzy nawet silą się o porównanie go z kolejnym Hitlerem, a Pan Jan cicho marzy o Polsce od morza do morza.

- Spokojnie, pani majorze - odparł żołnierz. - Saper myli się tylko raz, a ja już pomyłkę na swoim koncie.
- To znaczy? - Zwada nie zawsze rozumiał, o czym mówią ci ludzie  - Pechowo się ożeniłem, panie majorze, ot co.

Autor stworzył bardzo realistyczny świat przyszłości po zagładzie świata w dodatku okrasił go gdzie trzeba humorem sytuacyjnym, więc bardzo przyjemnie się to czyta. 
Dałabym znacznie wyższą ocenę, ale treść się potem tak jakoś rozpływa, rozłazi, nie do końca jest spójna. Historia wprowadzająca jest oszałamiająco dobra, nawet rewelacyjna. Gdyby na tym się oprzeć wyszłoby niezłe arcydzieło. 

Sama powieść w dalszej części nie wnosi jakby nic nowego. Niejednego wizjonera jedynego państwa-mocarstwa na świecie już mieliśmy. Nawet marzących o Polsce od morza do morza. Troszkę naiwne jest też sprzyjanie naszym rodakom okoliczności niemal graniczących z cudem. Dziwne też było dla mnie przetrwanie Wrocławia i Wielkopolski - Poznania, gdzie, logicznie rzecz biorąc, powinny być największe zniszczenia, a wszelkie bombardowania skierowane powinny być właśnie na miasta największej koncentracji ludności i władzy. Myślę, że bardziej oczywistym ruchem w podobnej sytuacji byłoby przeniesienie całej tej władzy i akcji w miejsca najmniej dotknięte klęską wojny, czyli jakiś małomiasteczkowych pipidówek. Nawet ciekawiej brzmiałby cały pomysł zjednoczenia Polski pod sztandarem Pana Jana - hydraulika z przysłowiowego Pcimia.

Z drugiej strony autor wspaniale oddał wielkie kłamstwa wysokich polityków. Skorumpowany półświatek dzielący ludzi odwiecznie na lepszych i gorszych. Świetnie uchwycone są intrygi i gierki polityczne prowadzące do zagłady całych narodów w obliczu własnej, często źle pojętej ambicji.

Naprawdę bardzo dobra post-apokalipsa na terenie Polski.


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...