sobota, 10 maja 2014

Olga Gromyko - Zawód Wiedźma

7/10

Wolha Redna, mała osierocona dziewczynka siedzi u progu Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa zapłakana i osamotniona, odrzucona przez profesora. W takim stanie znajduje ją sam mistrz i właściwie z miejsca ją do swojej szkoły przyjmuje.
Wolha Redna, W.Redna, ma wspaniały naturalny talent, nie tylko do bycia zakałą uniwersytetu i niewybrednych żartów i na kolegach-studentach, i po równi na swoich wykładowcach.
Będąc wiecznie upartym utrapieniem sam mistrz posyła ją na misję do Dogewy, której mili mieszkańcy - wampiry, mają nietypowe kłopoty. Ktoś, lub coś zabija mieszkańców sioła, a nasza praktyczna wojowniczka - mag spieszy na swoją dyplomatyczną pierwszą misję z pomocą nie znając nikogo, nikomu nie ufając i dzierżąc niemal pod pachą stare opracowanie znawcy rasy krwiopijców i osinowy kołek w bagażu. 
Na miejscu nasza światowa wiedźma może na własnej skórze sprawdzić działanie, bądź niedziałanie ludowych prawideł i sporządzić własną wersję życia i obyczajów jednej z najmniej poznanych ras rozumnych, czyli wampirów.


Wreszcie Wiedźma trafiła w moje ręce, choć nie ukrywam, że nie z przytupem. Biorąc do ręki książkę zauważyłam, że sięgnęłam od razu po drugą część, więc grzecznie odłożyłam ją na półeczkę i wyciągnęłam rękę w kierunku części pierwszej. Po czym ulokowałam się na łóżku pod kocykiem z herbatką na stoliczku obok i zabrałam się do czytania. Jakoś dziwnie tak mi się czytało, jakby od środka i dopiero po kilu stronach spojrzałam na okładkę. I owszem wzięłam część pierwszą, ale nie Zawodu: Wiedźma tylko Wiedźmy Opiekunki. Redna już musiała mi na początku zamieszać, co przyjęłam z uśmiechem na ustach, zmieniając ponownie tomy.

Olga Gromyko nie napisała jakieś mięsistej trylogii magicznej, a raczej zabawną książkę, która świetnie relaksuje czytelnika. Niech Wam się nie wydaje, że znajdziecie tu jakieś nieposkromione literackie chwyty, czy obłędnie skomplikowane treści fabularne. To po prostu miła książka z przygodami dojrzewającej młodej kobiety. Kobiety niepokornej, upartej, zadziornej i nieuchronnie wpadającej z kłopotu w kłopot. Całość jest cudownie zabawna, dialogi wesołe, a czasami rozbrajające. Tu można się poczuć jak by się było samą tą buntowniczą, troszkę naiwną życiowo dziewczyną, która czasami chciałaby już być taką Kobietą pełną gębą, a jak wychodzi to już inna sprawa.

W książce oprócz uganiania się za dziwnymi stworami nawiedzającymi pola chłopskie, przepędzaniu gryzoni, przemycaniu alkoholu na teren uniwersytetu, mamy i mały wątek romansowy. Taki delikatny, trochę jak pociąganie się za warkoczyki i udawane obrażanie, flircik. Jest więc wszystko, co może nas zabawić i pozostawić w naprawdę dobrym humorze.

Powieść nie jest gruba i dodatkowo pisana jest prostym językiem, ale, oczywiście, nie jakimś prymitywnym. Wielorasowość, którą wprowadziła autorka, dodaje smaczku i miłego kolorytu. Do tego dochodzą zwyczaje każdej rasy, czy i obce języki, w których się porozumiewają między sobą, a które wiele wyrażają o nich samych. Przygody studenckie Redny są wesołe i fajnie się taką całość czyta. Ja na pewno sięgnę po kolejne części, bo zaprzyjaźniłam się z Wiedźmą, a tym bardziej z Lenem :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...