czwartek, 1 maja 2014

Marek S. Huberath - Gniazdo Światów

9/10

Może nie być racjonalnego powodu. Może to zbieg okoliczności. Chociaż prawdopodobieństwo czegoś takiego jest znikome. Ostatecznie, dowolnie nieprawdopodobne zdarzenie zajdzie, jeśli dostatecznie długo czekać.

Gavein Throzz po przepisowej ilości lat spędzonej w swojej Krainie zmierza samolotem do Davabel. W tym czasie młodsza od niego żona, Ra Mahlein, stara się dotrzeć drogą morską do tego samego miejsca, choć jej podróż trwać będzie lata. Wybrali podróż kompensacyjną ze względu na to, że kolejne przenosiny wypadną im w takim przypadku wspólnie.
Na miejscu David, tak zmieniono Gaveinowi w paszporcie imię w zasadzie bez jakiejkolwiek większej przyczyny, stara się przystosować do rzeczywistości nowej Krainy moszcząc gniazdko rodzinne dla siebie i żony, która na dniach ma do niego dołączyć. Niestety kraina rządzi się innymi prawami i podczas gdy on ma w paszporcie klasyfikację najwyższą jako czarnowłosy, jego żona nie będzie niczym więcej w ogólnym odbiorze społeczeństwa jak służącą, będąc jasną blondynką.
Magda, zmienione imię Ra Mahlein w Davabel, po pełnej trudach podróży dociera do męża skrajnie wyczerpana, chora, pobita i wynędzniała. W tym też kresie Davabel nawiedza fala pozornie niepowiązanych zgonów, które nieuchronnie prowadzą do Davida. Jest on, czysty jak łza i nie ma bezpośredniego połączenia z śmiercią wielu zmarłych osób, poza jakimś przypadkowym dawnym kontaktem i tak David staje się Davidem Śmiercią.



To pierwsza książka Marka S. Huberatha, jaką przeczytałam i jestem pod ogromnym wrażeniem. Autor narysował wspaniały skomplikowany twór, który rozrasta się z każdą kartką. Na początku tkwimy w tym faszystowsko wykreowanym świecie, gdzie kolor włosów i oczu stanowi o wartości człowieka, a potem z każdą nową postacią wkraczamy w świat pozornej przypadkowości, czy nawet obłędu. Historie toczone są tutaj jedne w drugich, zazębione i rozległe. Akcja przeskakuje między światami i czasem a w tle giną realni towarzysze życia, czasami nawet masowo. Wszystko komplikuje fakt pojawienia się na scenie książki o interesującym tytule, w którą i sam David - Gavein zaczyna się wgłębiać.

W pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle nie odłożyć książki i jednak nie przestać jej czytać. Ja, niestety, nie przestałam, choć nie jestem do końca pewna, czy niestety. Nie mogę zdradzić dlaczego, ale uwierzcie, że zupełnie nie dlatego, że przestała mnie ciekawić. Powody są zgoła inne. 

Potwierdzając sprawy oczywiste, umacnia się własne przekonanie o mądrości osobistej.

Książka jest totalną wielowarstwową ambiwalencją. Jak to jest być marionetką, laleczką na sznurkach, które ktoś pociąga, jak mu na to przyjdzie ochota, z drugiej strony jak to jest być tym jedynym, jednym - Bogiem. Moralnie trudna i nieposkromiona. 

Bardzo polecam, jeśli dacie radę czytajcie do końca, jeśli będziecie woleli przestać, nie będę się dziwić. Chętnie podyskutowałabym o niej z Wami. Może nie będzie się wydawać bardzo wciągająca na początku, ale przebrnijcie, potem to już z górki pędzi się z nią przez otwarte pola i raczej nie da się łatwo zatrzymać, a potem roztrzaskujemy się na stojącym samotnie drzewie. Może i dobrze.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...