wtorek, 25 listopada 2014

Maja Lidia Kossakowska - Zbieracz Burz tom.I


Arena. Płatne walki - nielegalne Poza Strefami Czasu.
To właśnie tam Niszczyciel Światów odpoczywa biorąc udział w ciężkich karkołomnych wyczynach i dostając wycisk od silnych przeciwników. Dokładnie po zakończeniu jednej z takich trudnych walk Abaddona nawiedza Pan, ale to, co ma do przekazania nie podoba się ani bezpośredniemu odbiorcy, ani żadnemu z jego przyjaciół, którzy bez mrugnięcia okiem postanawiają utrzymać Niszczyciela w ryzach, zamrozić gdzieś w zamkniętym pomieszczeniu i leczyć, bo przecież rozkaz, który tamten pragnie wypełnić według nich pochodzi od Antykreatora, który musnął Abaddona swoim jestestwem i przypuszczalnie dla przyjaciół niebieskich Daimon nie potrafi już odróżnić dotyku Pana od dotyku samego zła, a przecież to, co ma uczynić stanowi zło samo w sobie, zło niewyobrażalne, destruktywne i ostateczne. Zrobią więc wszystko, że by go powstrzymać, powstrzymać rękę Pana.
A co takiego nakazał Abaddonowi Pan, że wywróciło się na tę wieść parę żołądków niebieskich. No cóż, kazał po prostu swojemu Niszczycielowi Światów zrobić to, do czego został powołany - zniszczyć Świat. Nasz. Ziemię.


Freya polubiłam już w Siewcy. Fajny, złośliwy facet ze skrzydłami na plecach. Myślę, że Zbieracz Burz przedstawia Freya dojrzalszego, znacznie bardziej cynicznego, czyli takiego jakim widziałabym go gdyby był człowiekiem. Sama opowieść jest również dojrzalsza niż poprzednia i, oprócz bohaterów, zupełnie nie związana z nią, więc bez problemu można czytać ją bez Siewcy.

Wiem i zdaję sobie z tego sprawę, że wiele osób uważa te książki autorki za 'niskie', ale naprawdę kompletnie nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że nie jest to ciężka fantastyka, a raczej, pomimo opisywanych wcale nie lekkich sytuacji, lekka i przyjemna w odbiorze. Ale czy fantastyka ma zawsze być ciężka i czy problem, że bohaterami są anioły to naprawdę wielki problem? Ja uważam, że nie. Czytając ostatnio sporo książek, w których tak czy inaczej przedstawiane są anioły i Siewca, i Zbieracz są o niebo (nomen omen) od nich lepsze. A może są to po prostu książki z fantastyką dla kobiet? No, nie wiem, nie bardzo mnie to przekonuje, znam znacznie gorsze książki z gatunku fantastyki pisane przez 'Wielkich' polskich autorów, które prezentują tak niską grafomanię, że aż wstyd, a ludzie nie wiedzieć czemu się nimi zachwycają.

Jeśli mam rozstrzygać książki w kategoriach przyjemnego odbioru, a do tego służy mi mój blog, do bardzo nieobiektywnych ocen, to właśnie podkreślam, że, dla mnie, Zbieracz Burz jest świetną książką do wieczornego czytania z łatwą i przyjemną fantastyką w tle. Mogłabym ją nawet zaproponować osobom niekoniecznie do fantastyki przekonanych, ponieważ bardzo przyjemnie spędza się przy niej czas.

A teraz może skupię się bardziej na samej książce. Jak zwróciłam uwagę wcześniej, ta historia jest dużo bardziej dojrzała niż poprzednia. Tu nie mamy aniołów z problemem zła napadającego na świat i zjednoczeniem wszystkich pod sztandarem wspólnej walki z tymże. Tu raczej mamy bardzo ludzki wymiar - zdrada i niewiara. Pierwszy tom Zbieracza obfituje w zdrady przyjaciół, znajdowanie sprzymierzeńców w najmniej spodziewanych okolicznościach i ciągłe zwątpienie w siebie i innych. Tak naprawdę Zbieracz Burz ma wymiar bardzo niepokojąco ludzki ze wszystkimi jej negatywnymi zwrotami.

Język, którym posługuje się autorka jest bardzo przyjemny. Dobrze i lekko przemyka się po tekście. Jest sporo humoru, ale też i głębokich odczuć. Fajne opisy, których na ogół nie lubię (pewnie pozostałość po lekturach przymusowych w szkole), tutaj interesująco oddają świat uczuć bohaterów. Postaci są wielobarwne, pomimo bycia w dużej części aniołami, przejawiają się niebywałe odcienie niestosownego zachowania wobec sobie podobnym, co tylko sprawia, że, jak pisałam wcześniej, książka przybiera wymiar nader ludzki.

Bardzo polecam tę dobrą rozrywkę przy kawie, czy herbatce wieczornej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...