czwartek, 17 października 2013

Trudi Canavan

 7/10

Łotr, którego teraz obrabiam, jest oczywiście kontynuacją Misji Ambasadora autorki. Zacznę króciutko od Misji, która, jak widać, na tyle mi się spodobała, że sięgnęłam po sequela. Jako zapalona fanka fantastyki nic w tym dziwnego, że Trudi Canavan do mnie przemawia :) Misję Ambasadora czytało się bardzo wygodnie i szybko pomimo dość sporej objętości. Dużo wcześniej przeczytałam cykl Czarnego Maga, który bardzo mi się podobał, może dlatego, ze zaczęłam od Uczennicy Maga, a ogromnie lubię książki o silnych, przebojowych i biorących los w swoje ręce kobietach, może dlatego, że sama jestem kobietą :)
Wracając do wątku głównego, czyli Łotra i Misji Ambasadora uważam, że jest to naprawdę cykl warty przeczytania. Przygody bohaterów, pomimo, że występujących w Czarnym Magu, można przeżywać i cieszyć się nimi bez względu na to, czy czytało się poprzedzający cykl. Nieuniknione są powroty do wątku z cyklu Maga, niemniej są wtrącane w taki sposób, że czytelnik i tak orientuje się szybko w sytuacji. 
Książka jest wielowątkowa, co, dla mnie osobiście, jest wielkim plusem, choć przy tego typu książkach zdarza mi się faworyzować, któryś z wątków i z mniejszą chęcią czytać o innych. Tutaj ten przypadek nie ma zastosowania, na szczęście. wszystkie z nich czytam z równym zainteresowaniem. Sytuacje, w których zdarza się bohaterom brać udział są realne i często ukazują ludzkie odczucia - złość, zazdrość, czy w drugą stronę - miłość, nie zawsze tą oczywistą.
To naprawdę, kolokwialnie mówiąc, fajna książka do poduszki. Odpowiednio gruba, żeby nie skończyło się na jednym wieczorze czytania i na tyle ciekawa, żeby tak objętościowo sporej książki nie odłożyć zbyt wcześnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...