Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert McCammon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert McCammon. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 maja 2014

Robert McCammon - Łabędzi Śpiew. Księga II

8/10

Znała go. Wiedziała, co zrobił i co zrobi. I gdy to zrozumiała, wyciągnęła ku niemu rękę i podała jabłko.
- Przebaczam ci - powiedziała.

Przede wszystkim przepraszam, że ostatnio rzadko tu zaglądam i piszę, ale maj jest jednym z najbardziej zapracowanych dla mnie miesięcy i choć zupełnie nie oznacza to, że nie czytam, to poświęcenie czasu na czytanie i pisanie już jest znacznie trudniejsze. Niemniej lektury nadal snują mi swoje opowieści do snu, a zanim padnę, zapisuję na karteczce moje spostrzeżenie, żeby potem do nich powrócić pisząc dla Was recenzję.
Nadal oglądamy naszych bohaterów dzielnie kroczących przez tragicznie poranioną ziemię. Pokonując wraz z nimi kolejne mile popromiennej pustyni natykamy się na różne mniej i bardziej osobliwe enklawy żyjących. Niestety we wszystkich z nich znajdujemy tylko co najwyżej wegetację, ponieważ życiem tego nazwać nie można. Co bardziej przerażające po wielu latach od katastrofy ludziom pokryły twarze stwardniałe narośla tworząc iście makabryczny zbiór pseudo-potworów bez nosa, oczy, ust. Okaleczony świat wydaje się nie pozostawiać nic dla ocalonych oprócz śmierci w bólach, krzywego zwierciadła i nienawistnego sąsiada.
A wcielone Zło nadal panoszy się po powierzchni podszeptując to jednemu, to drugiemu mgliste wizje szczęście, którego doznają po zjedzeniu, czy zamordowaniu swoich bliskich.

środa, 21 maja 2014

Robert McCammon - Łabędzi Śpiew

8/10

Wszystkie sprawozdania, których wysłuchał, uświadomiły mu jedno: te setki milionów, które zginęły w ciągu kilku pierwszych godzin, miały szczęście. Prawdziwe piekło czekało tych, co przeżyli.

Końcówka trzeciego tysiąclecia. Globalne zamieszki. Zdrady stanu, zdrady sojuszników. Warszawa we krwi. A w Stanach Zjednoczonych szerzy się dekadenckie otępienie. Ulice niegdyś pełne szczurów roją się od zbyt wielu włóczęgów. 
Szefowie mocarstw oślepiają swoich wrogów strącając obce satelity z przestrzeni własnych państw. Nerwy napięte jak postronki. Kto pierwszy wciśnie czerwony guzik? Nikt nie chce być tym, który będzie odpowiadał za to, co nastąpi.
A nastąpiło pandemonium. W obłąkańczym miłosnym tańcu spięły się ogień i huragan i rozkołysanym krokiem przetoczyły się przez świat.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...