czwartek, 7 sierpnia 2014

Anders De La Motte - [geim]

7/10

Henrik Petterson, bezrobotny, leniwy choć inteligentny próżniak pewnego dnia po jakiejś bliżej nieokreślonej balandze wraca do domu, kiedy zauważa, że facet, który właśnie wysiadł zostawił na siedzeniu komórkę. Ładna, ciekawa, inna. Nagle ekran rozjaśnia się słowami zachęcającymi Henka do gry: 'To jak HP, wchodzisz w to?' W momencie kiedy z pomysłu opylenia gdzieś świeżo pozyskanego gadżetu, wpada na pomysł wciśnięcia 'TAK' jego życie zmienia się w buzujące czystą adrenaliną wątpliwego pochodzenia 'przygody'.
Jak daleko posunie się Henrik znudzony życiem, żeby osiągnąć szczyty popularności, a lista komentarzy jego fanów przekroczy liczbę dwucyfrową?
Kto i czym zapłaci za jego zabawę, a historie rodem wyjęte z kiepskiego kryminału spiskowego przez niego powtarzane potraktuje na tyle poważnie, żeby uratować jego leniwy tyłek z opresji?


To kolejny pisarz i kryminał z Półwyspu Skandynawskiego, który rzeczywiście potwierdza regułę dobrych książek z tamtych terenów. Brakuje tu wprawdzie klimatu Kallentofta, czy nawet Lackberg, czyli ciemnej, zimnej północnej aury tych krajów, co świetnie współgra z mrocznymi morderstwami. Tutaj jednak sprawa kryminalna jest i trochę inna, a wszystko toczy się na płaszczyźnie real-cyberprzestrzeń. Jest to też raczej książka akcji stylizowana lekko pod amerykańskie pisarstwo raczej niż ciężki mroczny skandynawski kryminał, co, tej akurat pozycji, zupełnie nie szkodzi.

Pierwszy raz mam do czynienia z autorem i muszę obiektywnie stwierdzić, że całkiem udane to czynienie. Gra jest intrygującym kryminałem. Na pozór dość łatwym i jednopłaszczyznowym. Sama główna przekonuje się o głębi matni, w którą został wplątany dopiero gdzieś pod koniec książki, a i tak sam nie jest skory uwierzyć w fakty mu logicznie przedstawiane.

Ogólnie powieść jest godna plecenia i jako lżejszy gatunek kryminalny stanowi po prostu świetną rozrywkę bez świadomości makabrycznych zbrodni, a za to z intrygującą zagadką. Sama jestem niezmiernie ciekawa, jak dalej się to wszystko potoczy. Widziałam wprawdzie w recenzjach, że ostatni tom trylogii jest dość rozczarowujący, ale i tak go przeczytam (szczególnie, że od miesiąca cała trylogia czekała grzecznie na półeczce na swoją kolej)

Autor posługuje się lekkim, przyjemnym językiem i ze swoimi 400 stronami jest to książka raptem na 1-2 wieczory (kiedy w te wieczory ma się na poczytanie trochę więcej czasu niż przysłowiową minutkę). Sporo dialogów i ciekawych podejrzeń, czy analiz sytuacji sprawia, że książkę czyta się migiem. Autor używa wielu anglojęzycznych zwrotów, a nawet całych zdań. z których nie wszystkie są tłumaczone. Są to jednak zdania na tyle proste, że nikt nie powinien mieć większych kłopotów z ich zrozumieniem.

Taka mnie naszła refleksja po czasie, że mam nadzieję, że książka nie jest jakimś powielonym pomysłem z filmu 'Gra' Davida Finchera z Michaelem Douglasem, świetnym swoją drogą ;)

Wanna join?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...