niedziela, 4 stycznia 2015

Brent Weeks - Czarny Pryzmat

Kip jest nastolatkiem. Kip ma swoją paczkę, w której nie jest na pierwszym miejscu do poważania. Kip jest wysoki i przy kości, więc nie na darmo kiedy chcą go zdenerwować mówią o nim pulpet. Kip ma też matkę, narkomankę, o którą się troszczy, dba, a ona wydaje się wręcz przeciwnie, znieważa go i wciąż wypomina, że jest największą wpadką w jej życiu.
Ale Kip chce być bardzo, bardzo pomocny i przydatny, więc kiedy przez zupełny przypadek udaje mu się zdobyć cenne, choć niewiarygodne wiadomości, natychmiast biegnie z nimi do mistrza farbiarstwa, Corvena, który, chyba jako jeden z naprawdę nielicznych, rozmawia z nim poważnie i z rozmysłem słucha co ten ma do powiedzenia. Kiedy więc dowiaduje się, co zgotował ich miasteczku król każe Kipowi natychmiast biec do przyjaciół, żeby uratować ich przed rzezią, a sam obiecuje zająć się miasteczkiem.
Oczywiście przy tak krótkim czasie jakim dysponują obaj i niewiarą przyjaciół w to, co do nich mówi, nic dziwnego, że masakra ludności miasteczka odbywa się na oczach młodego Kipa, który z niedowierzaniem patrzy jak kolejno umiera jego paczka, najczęściej ze strzałą w plecach. Nawet jego matka umiera mu na rękach za zmiażdżoną czaszką, choć przed śmiercią udaje jej się przekazać synowi misję zabicia i pomszczenia jej.
W tym samym czasie kiedy Rekton dopada barbarzyńska katastrofa na drugim końcu świata Lord Pryzmat, cesarz i największy krzesiciel światła na świecie dowiaduje się z krótkiego listu, że gdzieś tam znajduje się jego bękart.


Jak już ktoś czytał podchoinkowy stosik, to wie, że strasznie czekałam na tę pozycję.
Z Brentem Weeksem spotkałam się przy cyklu  Aniele Nocy i muszę powiedzieć, że zrobił na mnie ogromne wrażenie, choć wcale nie od pierwszych stron. Kiedy zobaczyłam Czarny Pryzmat wiedziałam, że prędzej czy później po niego sięgnę, a miałam nadzieję, że wcześniej niż później :)

Jestem świeżo po lekturze i muszą Wam powiedzieć, że jestem wprost zachwycona. Podobnie jak w przypadku Drogi Cienia początek Czarnego Pryzmatu okazał się trochę czasochłonny w czytaniu, szczególnie na dość niebanalne użycie magii w postaci spektrum świetlnego. Musiałam przyzwyczaić się do nowego nazewnictwa, no i jak to w przypadku autora bywa mnóstwa różnorodnych postaci. Kiedy już t wszystko stał się dla mnie jasne, to dalej książka działa jak wir beznamiętnie wciąga Was w siebie i nie pozwala odejść choćby na chwilkę. Znacie na pewno to uczucie kiedy rozdział się kończy w jakiś taki niepojęty sposób i po prostu musicie się dowiedzieć co stało się dalej. Tak jest z Czarnym Pryzmatem. Człowiek sobie mówi o 23.00 przecież to tylko jeden rozdzialik ile on ma z 10 stron, 13, a ile czasu mogę czytać 3 strony więcej parę minutek? I tak zbiega nam kolejna godzina i kolejna.

Podczas gdy Anioł Nocy skupiał się głównie na czynach asasyna, który został wciągnięty w intrygę ogólnoświatową tak tutaj autor skupia się na magii. Głównym bohaterem jest w zasadzie, podobnie jak przy poprzednim cyklu, młody chłopak, który nawet nie tyle uczy, czy chce się uczyć magii, ale w niej tkwi z racji pochodzenia, choć wcale o tym nie wie na początku, a jak już się dowie to i tak jakoś nie rozumie tego wszystkiego. Najgorsze w jego życiu jest to, że właśnie stracił wszystko i wszystkich kogo znał, a otrzymał coś nowego, o czym nie mógł nawet marzyć i to w czasach kiedy wszystko wali się na głowę, a świat znajduje się tylko o krok przed kolejną okrutną wojną, która ogarnie wszystko wokół najprawdopodobniej nie pozostawiając po sobie nic. Na domiar złego, co było dość zaskakujące, całość okazuje się być zbudowana na ogromnej piramidzie kłamstw.

W sadze Powiernika Światła autor krzesze swoją opowieść na równi ze swoimi magami. Zwroty akcji są tak niebywałe, że aż nie chce się wierzyć w to, co się ma przed oczami, a to tylko sprawia, że książka pomimo swoich 700 stron nie nudzi w żadnym momencie, czy to dowiadujemy się o nierówności klas społecznych i ich życiu w Chromerii, czy uczestniczymy w kolejnej walce, czy jesteśmy świadkami zaciągania nowych szpiegów i zmian stron. Wszystko w tej opowieści współgra i odtwarza bardzo realistycznie życie tyle, że w innej rzeczywistości.

Język książki jest bardzo przyjemny, łatwy, ale trzeba oswoić się na początku trochę z innym rodzajem magii jaka zazwyczaj występuje w książkach i z wyrażeniami, które się bezpośrednio z nią łączą. Autor, również podobnie jak w poprzednim cyklu, wspaniale opisuje zarówno pejzaże, jak i dynamiczne sceny batalistyczne. Dodatkowo muszę tu podkreślić ogromne poczucie humoru. Jest to głównie humor sytuacyjny oparty na ciętych i ironicznych ripostach. Po prostu rewelacja. Postaci są dość pokomplikowanymi osobowościami, co również jest dużym plusem. W przeciągu książki poznajemy ich historie, pogmatwane losy, które czasami wyjaśniają nam ich pobudki, a czasami jeszcze bardziej plączą.

Czarny Pryzmat to niewątpliwie lektura dla mnie i pod mój gust. Jest inny świat, jest oryginalna magia, wielka wojna rysuje się na horyzoncie, świetny humor, zwroty akcji. Gdyby nie to, że mam w stosiku jeszcze kilka zbyt ciekawych pozycji do zignorowania już dziś poszłabym poszukać Oślepiającego Noża, czyli kolejnej części, ale muszę też przeczytać inne książki. Choć z pewnością drugi tom nie będzie musiał czekać zbyt długo na zakup i przeczytanie.

- [...]Rozumiesz? Wszystko w krzesaniu jest logiczne. Tyle że nie całkiem. Na przykład, widzenie podczerwieni to widzenie ciepła, więc widzenie nadfioletu powinno być widzeniem zimna, racja?
- Racja.
- A tak nie jest.
- Och. To chyba ma sens.
Tyle że nie miało.
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...