W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko.
Drewno. Ubrania. Ludzie.
Najpierw zajmują się ręce i nogi, które działają jak podpałka dla masywniejszego tułowia. Kurczą się ścięgna i włókna mięśniowe, i kończyny, już płonąc, poruszają się w obscenicznej parodii życia.
Po przeczytaniu Chemii Śmierci już wiedziałam, że Simon Beckett skradł moje zainteresowanie, jak również i to, że wkrótce sięgnę po następną część opowieści o pracy Davida Huntera.
Historia naszego życia, a czasem i śmierci, jest zapisana w kościach. Kości to świadectwo ran, urazów i zaniedbań.
Tym razem historia toczy się, podobnie jak w pierwszej książce, w zamkniętej społeczności pewnej wyspy na Hebrydach. Co więcej podczas rozwiązywania zagadki tajemniczych zwłok, a w zasadzie ich mizernych szczątków, łączność wyspą zostaje odcięta od reszty świata z powodu szalejącej natury żywiołów.